Ojca Leona myśli na dobry dzień

Świętość zaczyna się zwyczajnie. Od uśmiechu :)

Miesiąc: Listopad 2015

przybytki-bolesci

Przybytki boleści

Niełatwo jest być człowiekiem chorym, ale i być z chorym nie jest łatwo. Gdy byłem niewielkim chłopcem, powiedziałem kiedyś w domu, że chciałbym być chory, bo wtedy się leży, nic nie robi, a rodzice przynoszą czekoladę i pomarańcze. Mamusia uśmiechnęła się wtedy z dezaprobatą. Dzisiaj, kiedy patrzę na to z perspektywy czasu, myślę, że wtedy nie poznałem jeszcze prawdziwej choroby. Temperatura, małe przeziębienie, czasem niegroźna angina – to było wszystko.

Potem trafiały się i poważniejsze dolegliwości, których jednak nie przyjmowałem już z radością dla czekolady i pomarańczy (w okresie międzywojennym niezamożna rodzina rzadko mogła sobie pozwolić na takie delikatesy). Poznałem rzeczywistość przychodni, szpitala i sanatorium – miejsc o szczególnej specyfice. Na co dzień nie widać tak wielu chorych – są jak gdyby rozcieńczeni w tłumie, który nas otacza. A te przybytki boleści to swoista „esencja”. Najważniejszymi problemami stają się tu badania, zdjęcia, zabiegi, ból, wyczekiwanie, stosunek personelu do pacjenta, wysokość normalnych czy nadnormalnych honorariów, łapówek, opłat za leki itd.

>> tekst pochodzi z książki „Być ludźmi”

koniec-swiata

Koniec świata

Brałem kiedyś udział w programie z Wojciechem Mannem i z mądrymi dziećmi o końcu świata. Kiedy pytano, jak one sobie wyobrażają ten koniec, to jedna dziewczynka odpowiedziała bardzo ładnie. Kiedy jej mamusia ma ileś tam kotletów, część z nich się spali i do tego przyjdzie jeszcze jakiś niespodziewany gość, to wtedy mama woła: „Koniec świata!”. Sytuacja trudna, tragiczna, nierozwiązywalna. I tak na ogół dzieci mówiły, że rozumieją to pojęcie. Ale jak jest w rzeczywistości?

Kiedy? Nie wiadomo. Oczywiście ludzie wyznaczają te daty. W rozmaitych religiach, kulturach, sektach nawet, określa się, że wtedy i wtedy nastąpi apokalipsa. Pamiętam, że mówiono tak o roku 1970, ostatnio 2012. I nic z tego. A jeszcze może być jakiś prawdziwy koniec świata. Więc trzeba się z tym liczyć.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona słów kilka”

jeszcze-wiecej-usmiechu

Jeszcze więcej uśmiechu

Pewnego dnia na ulicy uśmiechnąłem się do nieznanej mi pani idącej z dziećmi. I wtedy jedno z dzieci powiedziało:
– Zobacz mamo, jak ten ksiądz się do nas uśmiecha, choć nas jeszcze nie zna.

Pisze do mnie jedna mamusia po rekolekcjach:
– Proszę Ojca, moja malutka Monisia mówi, że ojciec Leon jest taki przytulny.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona różowe okulary”

wiecej-usmiechu

Więcej uśmiechu

Wiara doprowadza mnie do tego, że uznaję całkowicie sformułowanie Franciszka Salezego: „Święty smutny – to smutny święty”. Ktoś kiedyś powiedział: „Uwierzyłbym, gdyby chrześcijanie mieli bardziej zbawione miny”. Twarz jak cmentarz nikogo nie pociągnie. Nie dziwię się więc wcale, że tak często ludzie dziękują za uśmiech, za życzliwość.

Widziałem kiedyś taki rysunkowy dowcip: pod murem siedział żebrak, trzymając tabliczkę z napisem: „Proszę o przyjemny wyraz twarzy”.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona różowe okulary”

zycie

Polska racja stanu

Kiedyś jeden z naszych zacnych parafian tynieckich popatrzył na mnie bardzo przenikliwie i powiedział: „Proszę Ojca, jaka jest polska racja stanu?”. „Na polską rację stanu można patrzeć pod rozmaitym kątem” – mówię – „Wiele można elementów podkreślić, które będą się na nią składały”. A on popatrzył na mnie bystro i powiedział: „Ale jeden aspekt jest najważniejszy”. „ Jaki?”. „Życie”. No i ma świętą rację.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona słów kilka”

Wszystkie prawa zastrzeżone & Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC // strona wspierana przez jzelek.pl