Ojca Leona myśli na dobry dzień

Świętość zaczyna się zwyczajnie. Od uśmiechu :)

Miesiąc: Czerwiec 2018 (Strona 1 z 2)

„Marnowanie” czasu dla Jezusa

Miłość to obecność. Dawanie swojego czasu, „marnowanie” go dla kogoś to jeden z najpiękniejszych sposobów na okazywanie miłości. I z takiego pojęcia można stworzyć najdoskonalszą definicję adoracji Najświętszego Sakramentu. Adoracja to „marnowanie” czasu dla Jezusa, bycie przy Nim. Tak po prostu. To ofiarowanie swojego czasu, który mógłby zostać przeznaczony na zupełnie coś innego. Jest to oddawanie Bogu swego czasu i to nie po to, by cokolwiek się stało, ale po prostu po to, aby BYĆ dla Boga. On patrzy na człowieka, a człowiek na Niego. I to daje człowiekowi pokój serca pozwalający iść dalej w swoim powołaniu.

// fragment z książki Powołanie – i co dalej?

Smutek w naszym życiu czy brak poczucia spełnienia może być więc brakiem odpowiedzi na powołanie…

Choć może to być stwierdzenie zbyt górnolotne, powołanie to moje życie. To wyznacznik jakości mojego życia, który sprawia, że każdego dnia jestem radosny. Smutek w naszym życiu czy brak poczucia spełnienia może być więc brakiem odpowiedzi na powołanie, do jakiego człowiek jest przeznaczony lub nieznalezienie go z różnych powodów – niedojrzałości lub braku realizacji siebie w jakiejkolwiek z dróg: małżeństwie, życiu konsekrowanym czy samotności. Snując jednak rozważania o samotności, nie można mówić o odejściu od świata. Tego typu powołanie nie polega na porzuceniu swojego w nim miejsca, ale na uświęcaniu go „od wewnątrz”, na wykonywaniu swoich zadań, promieniując wiarą, nadzieją i miłością; na wsłuchiwaniu się w głos Ojca, który uczy nas szukania Królestwa Bożego, zajmowania się Bożymi sprawami i kierowania nimi zgodnie z Jego wolą, żyjąc pośród świata.

// fragment z książki Powołanie – i co dalej?

Bóg jest mocniejszy…

Co ja mogę powiedzieć niewierzącemu?

W moim blogu, który prowadzę w internecie, bardzo często zabierają głos ateiści rozmaitego rodzaju i piszą: „Wy dzielicie ludzi na wierzących, na niewierzących, potępiacie ateistów, wymyślacie na nich”. Tłumaczę, że nigdy nie wymyślam na żadnego ateistę, szkoda mi go, ale jednocześnie pomyślmy – jest różnica pomiędzy człowiekiem, który wierzy, a tym, który nie wierzy. Powiedziałem na początku – niewierzący (w swoim rozumieniu) zmierza ku nicości, wierzący zmierza ku Światłu. Jeśli staniemy przed problemem cierpienia, to mówię szczerze, niewierzącemu nie mam nic do powiedzenia – trudno, ślepy los, przypadek. Obsmarowali cię i wyrzucili z pracy, zdradziła cię żona czy mąż, ciężko się rozchorowałeś albo dziecko umiłowane ci umarło, czy straciłeś majątek, bo było trzęsienie ziemi.

Co ja mogę powiedzieć niewierzącemu? Nic nie mogę powiedzieć. Mogę mu pomóc, jak pomagam wierzącemu, ale wyjaśnienia, wytłumaczenia nie ma. Proszę się nad tym zastanowić. Często ludzie słabo wierzący narzekają: „A gdzie Pan Bóg był, a gdzie Pan Bóg jest?”. Jak były kataklizmy – trzęsienie ziemi na Haiti czy we włoskim L’Aquila, jak były systemy totalitarne, wojny, niemiecki obóz śmierci w Oświęcimiu, gdzie Pan Bóg był? Te wszystkie dramatyczne morderstwa u nas w Polsce, popełniane przez młodych, przez dziewczęta. Gdzie Pan Bóg wtedy był? Kiedy w szkole w Ameryce, która też się laicyzuje, usunięto nauczanie o Bogu, jakiś szalony chłopak wystrzelał kilka osób, poranił wiele i oni pytają, gdzie Bóg wtedy był? A Pan Bóg mógłby powiedzieć: „Wygoniliście Mnie ze szkoły! Powiedzieliście: nie chcemy przykazań, nie chcemy krzyża, nie chcemy obrazu – to Mnie nie ma”.

// fragment z książki Świętość zaczyna się zwyczajnie… od uśmiechu!

Książki

Do 12 czerwca można skorzystać z akcji Wydawnictwa Benedyktynów TYNIEC. Wszystkie książki i e-booki o 40% taniej. Wystarczy użyć kod rabatowy: 8E64N5NZ w naszej księgarni internetowej.

Strona 1 z 2

Wszystkie prawa zastrzeżone & Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC // strona wspierana przez jzelek.pl