Ojca Leona myśli na dobry dzień

Świętość zaczyna się zwyczajnie. Od uśmiechu :)

Miesiąc: Lipiec 2018 (Strona 1 z 2)

Czy jesteś w domu, czy w szpitalu, leżysz czy chodzisz, boli cię bardziej czy mniej, zawsze możesz spocząć – odpocząć w Bogu

Zastanawiając się nad dramatem choroby i nad jej wielkością, nie mogę nie odnieść się do życia zakonnego. My też mamy czas wypoczynku – koniecznego, gdy zbytnio wyczerpują nas zadania, których wymaga od nas posłuszeństwo Kościołowi. Każdego dnia mamy czas na rozmyślanie o sprawach Bożych i na odprężające spotkanie w gronie współbraci, zwane rekreacją. Ale gdy czyta się Regułę św. Benedykta, nie znajdzie się w niej czasu przeznaczonego na rozmyślanie, na rekreację ani na urlop wypoczynkowy. Mnich wieku szóstego miał tak żyć w klasztornym zaciszu, by pracując bardzo intensywnie, nie być przeciążony, a oddając się w określonych porach modlitwie, czytaniu i pracy ręcznej pod czujnym okiem opata, który dbał o należyte proporcje tych zajęć, wypoczywał w Bogu dzięki temu właśnie, mądremu „płodozmianowi”!

I proszę! Wczesnośredniowieczna reguła zakonna może być drogowskazem dla współczesnego chorego człowieka, który znajduje się w sytuacji na pozór tak różnej, a przecież mającej coś wspólnego z dawnymi mnichami. Czy jesteś w domu, czy w szpitalu, leżysz czy chodzisz, boli cię bardziej czy mniej, zawsze możesz spocząć – odpocząć w Bogu. Dla niewierzącego wydaje się to bajką o żelaznym wilku. Wierzący jednak doskonale wie, co to znaczy „odpocząć w zranionym sercu Jezusa”, choć brzmi to straszliwie dewocyjnie. Wie, jaką wartość ma wpatrywanie się w Krzyż na ścianie, kiedy wszystko wydaje się tracić swój sens. Wie, jakim odpoczynkiem jest zrzucenie z siebie ciężaru grzechów – nie tylko ze strachu przed zbliżającą się śmiercią, ale dlatego, że zmęczenie grzechem w końcu stało się dla niego cięższe niż zmęczenie pracą czy chorobą.

// fragment z książki Być ludźmi // fot. Robert Krawczyk

Spotkanie

Przesyłam do skorzystania i poczytania:

Mówić, jak jest. Nie być ani z prawa, ani z lewa

Po soborze były bardzo modne pojęcia: Kościół postępowy i Kościół konserwatywny. Kiedy kardynał Wojtyłą pojechał do Rzymu na synod, to po powrocie pytam ks. Dziwisza: „Jak jest nasz ksiądz kardynał postrzegany w Europie – jako konserwatywny czy postępowy?”. A sekretarz kardynała Wojtyły mówi: „Nasz ksiądz kardynał mówi, jak jest. A dopiero wobec tej wypowiedzi inni ustawiają się z prawa i z lewa”. Mnie to bardzo zapadło. Pomyślałem sobie: „Och, żeby mieć taką umiejętność. Mówić, jak jest. Nie być ani z prawa, ani z lewa”. Współcześnie mówi się o apolityczności służb cywilnych, żeby szkoła była apolityczna. Nie w tym sensie, że lekceważy państwo, nie uczy o partiach, o osiągnięciach, sporach i tak dalej, ale żeby wychowywała i kształtowała ludzi, którzy mówią, jak jest. Czynią, jak jest i wiedzą, jak jest. Bo najpierw muszę to wiedzieć. Dlatego wczoraj mówiłem, że wiedza jest konieczna. Sama w sobie może nadąć ego albo zmanipulować serce, ale solidna podstawa w postaci gruntownej wiedzy przybliża do Boga. Oczywiście dzisiejsi nauczyciele na wszystkich poziomach edukacji naprawdę mądrze uczą młodzież. Kształtują ją tak, żeby dawała sobie radę w przyszłości z życiem. Dzięki temu jest nadzieja, że jak to nowe pokolenie weźmie w swoje ręce ster rządów, to będzie trochę inaczej.

// fragment z książki Weź się w garść, bądź święty // fot. Robert Krawczyk

Dla normalnego człowieka łamanie przykazań to żaden interes…

Czy, jeśli spojrzymy od strony sumienia, łatwiej jest zachowywać przykazania czy ich nie zachowywać? Napisane jest bardzo prosto: „Nie kradnij”. Ale jak kogoś skusi, ukradnie, to potem ma takie wyrzuty sumienia, że jest mu gorzej, niż jakby nie ukradł.

Są takie sytuacje, że człowiek zabije swoje sumienie, tak strasznie wewnętrznie stwardnieje i swój punkt widzenia traktuje jako najważniejszy. Jest wtedy jakby znieczulony na drugiego człowieka, na przykazania, na wartości. Ale często wyrzuty sumienia potem wracają. Nie da się sumienia do końca zniszczyć. Ja sam pamiętam moje jakieś tam grzeszki, słabości, one mi się często przypominają. Oczywiście Pan Bóg pomaga i nie martwię się nimi za bardzo. Wszystko oddaję w Jego ręce. Ale nie wszystko się da.

Kiedyś była dyskusja studencka na ten temat przerywania ciąży, jeszcze za późnej komuny. Siedziała cała ława studentów i jedna z dziewczyn mówi: „Jestem wierząca i wiem, że rozmaite rzeczy się w życiu popełnia, potem się człowiek wyspowiada, przeprosi Pana Boga i się zapomina. Po co więc robić akurat z tego grzechu nadzwyczajności”. Na to wstała starsza pani, koło sześćdziesiątki, i mówi: „Przepraszam, że zabieram głos, chociaż jestem dużo starsza od państwa. Kiedy miałam dziewiętnaście lat, przerwałam ciążę. Zapewniam was, że od tamtej chwili nie było dnia, żebym o tym nie pamiętała. Dziękuje bardzo.” i usiadła. Potem dyskusja już nie bardzo się kleiła.

Dla normalnego człowieka łamanie przykazań to oczywiście żaden interes, bo wyrzuty sumienia często potrafią zagryźć. Nawet kiedy ma się pewność otrzymanego przebaczenia. Wtedy są one często pokusą szatana do pychy i próżności: „Powinieneś być święty, doskonały, a upadłeś”. Przed grzechem zakłada nam różowe okulary: „To wspaniale, jak ukradniesz lub zrobisz to czy tamto”. A po grzechu od razu maluje wszystko na czarno: „Coś ty zrobił, nie ma dla ciebie przebaczenia”. Dlatego mówimy w Pozdrowieniu anielskim: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. Wtedy ponoć wszystko zło wraca do człowieka i pojawiają się myśli: „Nie ma szans teraz na nawrócenie, poprawę, jesteś potępiony”. Także dopóki jesteśmy jako tako przytomni, to starajmy się jednak świadomie grzechów nie popełniać – będzie większy pokój w naszym sercu. Bardzo dobrze pani powiedziała, że nawet dla naszego komfortu psychicznego lepiej unikać grzechu.

// fragment z książki Weź się w garść, bądź święty // fot. Robert Krawczyk

Mam przekonanie, że w Polsce coraz mniej jest umieralni…

Domy spokojnej starości to bardzo delikatny temat. Nie zawsze przecież chodzi o pozbycie się rodzica. Spoglądamy na ten problem tylko z jednego punktu widzenia: „Patrz, matkę z domu wyrzucił, nie dawał sobie rady, to do domu starości ją posłał”. To nie tak. Często ludzie mają mnóstwo obowiązków, muszą jakoś wiązać koniec z końcem, tymczasem ojciec lub mama wymagają stałej, często specjalistycznej opieki. Co wtedy robić? Naprawdę trudno podejmuje się decyzję, która może na zawsze zmienić relacje w rodzinie. Raz jeszcze podkreślę, że osoby starsze często potrzebują fachowej opieki medycznej. I nie demonizujmy domów opieki. Sam znam takie placówki prowadzone przez siostry. Nawet Caritas się dziwi, dlaczego miejsca się tam nie zwalniają. Po prostu ich podopiecznym jest tam naprawdę dobrze. Co w tym złego? Mam przekonanie, że w Polsce coraz mniej jest umieralni. Problem leży gdzie indziej – do dobrego domu opieki często trudno się dostać, kolejka jak w PRL-u do sklepu.

// fragment z książki Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko // fot. Robert Krawczyk

Strona 1 z 2

Wszystkie prawa zastrzeżone & Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC // strona wspierana przez jzelek.pl