Ojca Leona myśli na dobry dzień

Świętość zaczyna się zwyczajnie. Od uśmiechu :)

Miesiąc: Sierpień 2018 (Strona 1 z 2)

Pamiętaj, że nigdy nie masz tyle racji, by twój przeciwnik nie miał jej choć troszeczkę

W przyrodzie wielkie rzeczy dokonują się niemal niepostrzeżenie. Maleńkie ziarna zmierzają ku swemu przeznaczeniu, a człowiek nieraz się nad tym w ogóle nie zastanawia, po prostu o tym nie wie. Sam bowiem już od wczesnego dzieciństwa lubi hałas. Zachowuje się czasem wręcz agresywnie, domagając się, by go słuchano, poważano i układano wszystko według jego pomysłów. Owszem, Jezus mówi, że ludzie mają widzieć nasze dobre uczynki i chwalić Boga z ich powodu. Ale jeśli ta hałaśliwa propaganda sukcesu, odnosząca się do jednostek i do grup społecznych, mija się często z Bogiem, mija z prawdą, to życie może się stać wprost nieznośne.

Człowiek, oczywiście nie każdy, chce byś zauważony i podziwiany. Jeśli mu się coś uda, chce to nagłośnić. Jakże nachalna bywa propaganda sukcesu i to zarówno w wymiarze społecznym, jak i indywidualnym. To ciągłe chwalenie się może doprowadzić do irytacji. Jeszcze jeśli jest czym się chwalić, to pół biedy, ale jeśli spotykamy się z oszustwem i wprowadzaniem ludzi w błąd, to już potem jeden drugiemu nie wierzy i życie staje się wprost nieznośne. Warto więc prosić Ducha Świętego, o umiejętność prawego oceniania, kiedy trzeba robić trochę hałasu, także o dobro, a kiedy siedzieć cicho, nie chełpić się, nie przytłaczać wszystkich swoimi jedynie słusznymi sądami i opiniami, jakby inni nie mieli nic do powiedzenia. Pamiętaj, że nigdy nie masz tyle racji, by twój przeciwnik nie miał jej choć troszeczkę.

Patrzmy na przyrodę, która uczy nas spokoju, ciszy i szacunku dla drugiego człowieka.

// fragment z książki Przestań narzekać, zacznij żyć (część 2) // fot. Robert Krawczyk

Krzyż i święte imię Jezusa

VADE RETRO SATANA, NUNQUAM SUADE MIHI VANA; SUNT MALA QUAE LIBAS, IPSE VENENA BIBAS. Czyli: Idź precz, szatanie, nigdy nie doradzaj mi marności; zły jest napój, który mi nalewasz, sam pij truciznę (tekst umieszczony na cudownym medaliku św. Benedykta)

Chrześcijanin może się posługiwać tymi słowami za każdym razem, gdy jest narażony na pokusy i zniewagi niewidzialnego wroga zbawienia. Nasz Pan osobiście uświęcił pierwsze słowa: Vade retro Satana – Idź precz, szatanie. Ich moc jest gwarantowana przez samą Ewangelię. Marności, które doradza nam diabeł, to nieposłuszeństwo prawu Bożemu, pompy i wielkie oszustwa świata. Napój, który podaje nam ten anioł ciemności, to grzech, który zabija duszę. Zamiast go akceptować, powinniśmy zostawić go jemu, jako dolę, którą sam sobie wybrał. Nie ma potrzeby długo tłumaczyć chrześcijańskiemu czytelnikowi mocy tego wezwania, przeciwstawiającego sztukom i przemocy szatana to, czego obawia się on najbardziej: krzyż, święte imię Jezusa, własne słowa Zbawiciela podczas kuszenia, a wreszcie wspomnienie zwycięstw, jakie wielki patriarcha św. Benedykt odniósł nad smokiem piekielnym. Wystarczy wypowiedzieć te słowa, by poczuć się od razu umocnionym i aby stawić opór wszelkim sidłom piekielnym. Gdybyśmy nie znali faktów, które dowodzą, jak bardzo szatan obawia się tego medalika, samo zrozumienie tego, co on przedstawia oraz tego, co wyraża, wystarczyłoby, żebyśmy go uznali za jedną z najpotężniejszych broni, jakie Boża łaskawość złożyła w nasze ręce przeciwko niegodziwości złych duchów (Prosper Guèranger OSB Szkic o pochodzeniu, znaczeniu i łaskach medalika albo krzyża św. Benedykta)

Jedni krytykują, wyzywają, drudzy oblizują się ze smakiem. A ja pytam, kto się za takie osoby modli?

Ten smutny rozdźwięk między tym, co się głosi publicznie, a tym, jakie wartości naprawdę się wyznaje widzimy też wśród duchowieństwa. Mimo formacji i, wydawać by się mogło, jasnego i konkretnego kierunku drogi dla duchownych, są, jak to pokazuje życie, skoki w bok. Tym bardziej będzie to występowało wśród ludzi świeckich. Słowo i czyn nie zawsze idą w parze. Nie powiem nic nowego, potrzeba w tej sytuacji dużo cierpliwości i dużo modlitwy. Ilekroć trafiam, gdzieś w Internecie, na półnagie panienki, zwyczajnie odmawiam za nie „zdrowaśkę”. Jedni krytykują, wyzywają, drudzy oblizują się ze smakiem. A ja pytam, kto się za takie osoby modli? Kto poświęci dla nich choćby tę przysłowiową „zdrowaśkę”? Może jest to tak naprawdę nieszczęśliwa kobieta, która nadrabia miną i swoim ciałem, kto wie… Niektóre kobiety mają to do siebie, że oscylują pomiędzy dwoma skrajnościami – przesadną skromnością a zupełnym brakiem granic moralnych. Lekarstwem jest przekonanie o swojej wyjątkowej osobowości. Wtedy, już po spojrzeniu i rozmowie, można stwierdzić, że to jest ktoś i nie ma potrzeby eksponowania wszystkich swoich wdzięków. Wtedy to, kim ona jest, staje się najważniejsze. Niestety, kompleksy niszczą ten układ…

// fragment z książki Nikt nie jest byle jaki // fot. Robert Krawczyk

Jeśli ksiądz nie potrafi…

Najlepiej byłoby myśleć o kazaniu już przez cały tydzień, a ciekawe sformułowania, czy wydarzenia, które pasują do tematu, zapisać. Uporządkowanie tego, choćby w punktach może zająć potem paręnaście minut. Czasem trzeba coś poczytać, przewertować, jeśli jest taki trudniejszy temat. Ale czasem mówią: „proszę powiedzieć parę słów”. Jeśli zakochanemu chłopakowi powiedzą, powiedz parę słów o swojej Kasi, to on nie będzie sięgał do jej listów, czy zasięgał o niej opinii. Parę słów, i to jakich, powie w każdej porze. Jeśli ksiądz nie potrafi w każdej porze powiedzieć paru gorących słów o Jezusie, czy o Kościele, to coś z nim jest nie w porządku.

// fragment z książki Nikt nie jest byle jaki // fot. Robert Krawczyk

Luksusów nie było…

Jacek Zelek: Próbując zrozumieć zjawisko narzekania w polskiej mentalności, chciałbym cofnąć się w czasie, do lat trzydziestych, i zapytać, jak wyglądała sytuacja materialna w ojca rodzinie?

Leon Knabit OSB: Luksusów nie było, ale to, co mieliśmy, to było takie optimum, które zupełnie wystarczało. Skromne życie rodziny listonosza. Nie było narzekania, zarówno w domu rodzinnym, jak i w otoczeniu. Wręcz przeciwnie, widać było taką ludzką tendencję KU DOBREMU. Pamiętam, że często się przeprowadzaliśmy, ponieważ tatuś chciał, żeby było nam jak najlepiej. I zawsze spotykaliśmy się z życzliwością.

Widzę w tym wszystkim pewną pedagogię – posiadaliśmy tyle, ile nam było potrzeba, dzięki czemu ustrzegliśmy się przed pędem ku temu, co materialne, a co w prostej linii prowadzi do kultu pieniądza. Gdy pojawiały się chwile, kiedy było czegoś więcej, pojawiała się zwykła radość i szacunek do tego, co nam było dane. Bez postawy: a może by tak więcej…

Nigdy nie byłem wychowany w klimacie narzekania pod żadnym względem. Nie pamiętam, żeby był kiedyś moment jakiegoś „jęczenia” na zły los, czy coś takiego. Jedynie za czasów okupacji, kiedy Niemcy okupowali Polskę, każdy starał się, jak tylko mógł, pokrzyżować im plany, każdy na swój sposób (tajne komplety, gazetki, a także uczestniczenie w Mszach św., często utrudnione, bo wiele kościołów było zamkniętych)…

// fragment z książki Nikt nie jest byle jaki // fot. Robert Krawczyk

Strona 1 z 2

Wszystkie prawa zastrzeżone & Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC // strona wspierana przez jzelek.pl