Większość wyznawców Jezusa Chrystusa uważa, że to, co wie i co czyni, jest zupełnie wystarczające. To się odnosi do wszystkich, do osób świeckich i do tych, którzy złożyli śluby zakonne. Bo my też nie uważamy, byśmy byli doskonałymi i wzorowymi przyjaciółmi Jezusa Chrystusa. Wszyscy więc jako chrześcijanie wiemy, że jesteśmy słabi i grzeszni. Denerwuje to nas i złości, że wciąż tyle rzeczy się nam nie udaje, nie wychodzi, często z winy bliższego czy dalszego otoczenia, a często przez nasze gapiostwo, brak umiejętności, czy po prostu przez słabość. Zbliża się Adwent. Stan człowieka grzesznego jest opisany bardzo dosadnie. „Gdy wśród przekleństwa od Boga czart panował, śmierć i trwoga, a ciężkie przewinienia zamkły bramy zbawienia”. No i co? Najlepiej wtedy nie myśleć o zbawieniu. Zająć się doczesnością, być w miarę porządnym człowiekiem i… właśnie.  I co dalej? Ostatnio przebywaliśmy więcej na cmentarzu. Pamiętamy o Zmarłych. Ale zaraz, zaraz… tylko o kupce prochu? Tylko wspomnienia o tym, co nam dobrego, a może i złego- uczynili. Bo słyszymy śpiewy: „Kto wierzy we mnie, choćby i umarł, żyć będzie” Oni żyją. I my, nawet kiedy pomrzemy, żyć będziemy. Już 1 listopada na cmentarzu staje nam przed oczyma wieczność. Wypominki Większość nazwisk stawia przed oczy konkretnych żywych ludzi. Zmarli w tym roku. A może za rok ja dołączę do tej listy? Tak, strach, śmierć i trwoga. Ale Ojciec się zmiłował na nędzną ludzi dolą. Syn się ofiarował, bo Bóg umiłował świat, nawet te okropny grzeszny..

Przyszedł do swoich, a swoi Go nie przyjęli… O kim to święty Jan pisze? O Żydach sprzed 2 tysięcy lat, czy o współczesnych chrześcijanach? O nas?