Jedną z dotkliwszych kar, jakie stosowano w dawnych czasach, było pozbawienie wzroku, czyli oślepienie winowajcy. Ale od dawna byli i są do dzisiaj ludzie niewidomi od urodzenia. Przykre to kalectwo, które społeczeństwo stara się w różny sposób wynagrodzić. Tworzy się specjalne szkoły i warsztaty, gdzie niewidomi mogą się nauczyć czytać i pisać alfabetem specjalnie dla nich wymyślonym oraz wykonywać różne prace według swoich możliwości. Czasem możliwe jest przywrócenie wzroku w sposób operacyjny, albo i w sposób cudowny, jak to się zdarzało św. Ojcu Pio.

Jezus zaś w Ewangelii widział, że niewidomy żebrak miał wiarę, iż może być uzdrowiony i ta wiara wystarczyła. Po co Kościół przypomina scenę z niewidomym? Między innymi po to, byśmy pamiętali o niewidomych, którzy potrzebują naszej pomocy, a w razie potrzeby wspierali rodziny, w których są osoby mające kłopoty ze wzrokiem. Ale jak to bywa z Ewangelią, chodzi też i o ślepotę duchową, kiedy człowiek nie widzi drugiego człowieka i jego potrzeb, nie widzi potrzeb społeczności, w której przebywa i zamyka się tylko w sobie, w swoich sprawach. Często nawet sam nie zdaje sobie z tego sprawy. Trzeba więc za niego prosić Jezusa: spraw, by ten przejrzał, by zobaczył, co się dzieje wokoło!

>> więcej felietonów znajdziecie w książce „Przestań narzekać, zacznij żyć” (część 1 i 2)