I skończył się rok kościelny, którego hasłem było: „Idźcie i głoście”. Warto się zastanowić nad tym, czy dzięki naszemu świadectwu o Bogu, słowem lub przykładem, choć jedna osoba zmieniła na lepsze swój stosunek do Boga, a może nawet zaczęła chodzić do kościoła? Bez względu na wynik naszego rachunku sumienia, nie ustawajmy na tej drodze, gdyż jest ona wyznaczona przez samego Jezusa. Od dzisiaj będziemy sobie przypominali, Kim jest Duch Święty, który nas prowadzi do zbawienia. Za Jego sprawą narodził się z Maryi, Bóg–Człowiek Jezus Chrystus, nasz Odkupiciel. On, zrodzony przed dwoma tysiącami lat, przychodzi i dzisiaj do nas w rozmaitych sytuacjach, by być nam przewodnikiem i dobrodziejem, pełnym miłosierdzia. Wierzymy, że przyjdzie kiedyś w chwale, byśmy mogli się z Nim połączyć w szczęściu na wieki. I te trzy przyjścia są tematem naszych adwentowych rozważań. „I my czekamy na Ciebie Pana”– będziemy już niedługo śpiewali w kolędzie. Nasz zmarły nie tak dawno arcybiskup, Kardynał Franciszek Macharski przypominał z mocą, że nie można czekać biernie, trzeba wyjść naprzeciw. I to wyjść jako przyjaciele Chrystusa. Boże Narodzenie jest punktem docelowym adwentowego przygotowania. Poza sprzątaniem i prezentami trzeba od razu zapytać siebie, w jakim stanie duszy spędzę pamiątkę przyjścia mojego Pana i Przyjaciela? Papież Franciszek przypomniał, że modlimy się albo z Jezusem albo z szatanem. To nie przesada! Jeśli nie oczyścimy duszy tak, by być na Święta w stanie łaski, to będziemy je obchodzili z kolędami i choinką nawet ze Mszą św. – Pasterką, ale z diabłem w sercu. Ku jego wielkiej uciesze. A to będzie największa zniewaga dla Jezusa, który przyszedł, „by wyrwać z czarta niewoli nieszczęsne Adama plemię.. Pomyślmy już dzisiaj : albo – albo… Bo Jezus jeszcze przed Bożym Narodzeniem może przyjść po nas niespodziewanie.