W Ameryce mówi się: God bless America – Boże błogosław Amerykę, niezależnie od tego, jaką wiarę się wyznaje. Dobrze mówić, nie złorzeczyć, dobrze życzyć, to ważne dzisiaj, kiedy ludzie wylewają sobie pomyje na głowę, kiedy ostrzegamy naszą młodzież: „Tylko broń Boże nie wyrażajcie się parlamentarnie”. Dawniej parlamentarne wypowiedzi, to było coś, co było wzorem do naśladowania, w świecki sposób błogosławiono się nawzajem. Nikt nikomu przykrości nie zrobił, a jak powiedział prawdę, to w taki sposób, że absolutnie nie było ubliżenia, nie było obrazy, to było takie świeckie błogosławieństwo.

A dzisiaj broń nas Boże od parlamentarnego zachowania się. Część posłów będzie miała do mnie pretensje, tak jak wtedy, kiedy wypowiedziałem o parlamencie gorzkie słowa, ale muszą znieść niestety tych, którzy psują markę, tak jak my znosimy tych naszych współbraci kapłanów, którzy też nie zawsze przedstawiają kapłanów i kapłaństwo w najlepszym świetle. A my byśmy chcieli, żeby wszyscy byli błogosławieni przez innych. Pamiętam, kiedy rozchorowałem się na płuca, to był rok 1953, musiałem przerwać naukę w seminarium i wyjechać do Otwocka, do „księżówki”, żeby tam odbyć przynajmniej początek kuracji. Pamiętam wagony jeszcze takie stare, z drewnianymi ławeczkami.

Kiedy pociąg ruszył, moja Mamusia, wdowa, która to bardzo przeżyła, stała na peronie i uczyniła nade mną wielki znak krzyża. To mi tak zostało na tę drogę chorowania. Ten znak krzyża dopomógł mi w tym, że dzisiaj do was przemawiam, a to był rok 1953. Błogosławmy dzieci i starszych.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona myśli na dobry dzień”