Ojca Leona myśli na dobry dzień

Świętość zaczyna się zwyczajnie. Od uśmiechu :)

Kategoria: Myśli Ojca Leona (Strona 2 z 99)

Do Boga docierałem przez liturgię…

W moim życiu wiary nie było miejsca na żadne przeżycia mistyczne. Może tyle, że w bardzo wczesnym dzieciństwie śniła mi się Matka Boska Częstochowska. Do Boga docierałem przez liturgię. Ponieważ przez całą szkołę średnią uczyłem się łaciny, to ta kościelna, liturgiczna nie sprawiała mi szczególnych trudności. Chrystus, to był dla mnie Najświętszy Sakrament i Pismo święte. Nie było to bezpośrednie dotknięcie Boga, ale poprzez znak-materię. Wystarczyło to jednak, by poprawiało się moje postępowanie, chociaż do ideału było wciąż daleko. Opanowałem siebie jako tako dopiero od lutego 1947 roku. Służenie do Mszy św., wciąż oczywiście według rytu trydenckiego, było moją radością i potrzebą duszy. Jestem ciekaw jaką rolę odgrywa dzisiaj liturgia w sprawie wiary współczesnego człowieka.

Postawmy tamę zakłamaniu…

Chcę po prostu dać świadectwo…

Zdecydowałem się pisać o wierze, gdyż ona decyduje o całokształcie osobowości człowieka, o jego byciu i działaniu. Chcę po prostu dać świadectwo, jak kształtowała się wiara człowieka, który ją zachował (nie mów hop!) do 90 roku życia. Ktoś tam wspomniał o trudnych początkach. Nieprawda. Dzięki staraniom Mamusi niczego nam nie brakowało. Mieliśmy nie zniszczone mieszkanie, ubranie i jedzenie i możliwość kształcenia się w szkole podstawowej i średniej (tzw. Komplety). Tak, Niemcy zabili Tatusia. Lecz ponieważ nie było z nim nadzwyczajnej więzi uczuciowej – Tatuś był po prostu integralną częścią rzeczywistości – w pewnym momencie pełnym zrozumiałej zgrozy, uświadomiłem sobie, że Tatusia nie ma… wszystko dzięki Mamusi potoczyło się dalej normalnym trybem. I był (jest i będzie!) Bóg. Objawiał mi się w pięknej katedralnej liturgii i w wielkiej życzliwości kleryków i księży, tych szczególnie, którzy po śmierci Tatusia śpieszyli nam z wydatną pomocą duchową i materialną. Takie więc są źródła trwania w wierze w omawianym okresie: Liturgia i świadectwo troski o drugiego człowieka ze strony członków Kościoła – duchownych i świeckich. Kto może potwierdzić taką postawę w swoim życiu?

Na zdjęciu: w lipcu 1944 wyświęceni prze bpa Czesława Sokołowskiego kapłani oraz ich profesorowie; wśród nich umacniała się moja młodzieńcza wiara.

Duchu Święty Boże, zmiłuj się nad nami…

Alleluja. Przyjdź Duchu Święty,
napełnij serca swoich wiernych
i zapal w nich ogień swojej miłości.

Na początku Duch Boży unosił się nad wodami, potem działał w prorokach Starego Przymierza, wreszcie zstąpił na Maryję w Nazarecie, a na Jezusa nad Jordanem i – wywiódł Go na pustynię. Jezus obiecał: „Ześlę Go wam”. I zesłał na apostołów w dniu Zmartwychwstania: „Weźmijcie…” Na odpuszczenie grzechów. A w dniu dzisiejszym wszyscy w Wieczerniku zostali napełnieni mocą z wysoka. I wyszli, by głosić Słowo aż po krańce Ziemi.

A my? Chrzest, bierzmowanie, każdy uczyniony znak krzyża, każda dobra myśl, słowo, czyn.

Duchu Święty Boże, zmiłuj się nad nami…

„Będę blisko, z pewnością uda mi się spotkać z Wujkiem Karolem choć przez chwilę”

Oto wczesną wiosną 1979 roku ogłoszono, że Ojciec Święty przybędzie w czerwcu do Polski w związku z dziewięćsetną rocznicą śmierci św. Stanisława Biskupa. W całym kraju zaczęły się przy­gotowania. Krakowski komitet organizacyjny, biorąc pod uwagę moją tyle lat już trwającą posługę komentatora liturgicznego, uznał, że mam pełnić tę funkcję także pod­czas pobytu Papieża w Krakowie i w Nowym Targu. Ura­dowany, pomyślałem sobie: „Będę blisko, z pewnością uda mi się spotkać z Wujkiem Karolem choć przez chwilę”… Wspomnienia z pierwszej pielgrzymki Św. Jana Pawła II do Polski (1979)

Wszystkie prawa zastrzeżone & Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC // strona wspierana przez jzelek.pl