Celibat nie zubaża. Jeśli odpowiednio ustawi się kwestię popędu, z czym zawsze problemy pewnie będą i na szczęście, bo co to by była za wartość, skoro nie trzeba by było za nią płacić. Dobrze przyjęty i przeżyty, celibat otwiera serce na drugiego człowieka, nadaje sens uczuciom, gestom, które są wtedy prawdziwe, jednoznaczne, czułości, gdy komuś ją okażę. Od kapłana czy siostry zakonnej wymaga się, by była w pełni człowiekiem, a jednocześnie wiadomo, że ich gesty należy odczytywać w kontekście złożonych przez nich zobowiązań. Jeśli dojdzie do miłostek, przekraczania własnych i cudzych granic, to wtedy celibat staje się kulą u nogi i potem dorabia się do swojego zachowania jakieś teorie. Jeśli się Pana Boga prawdziwie kocha, tak „na amen”, to mogę zobaczyć jakiegoś superaktora, supermena, dziewczynę nadzwyczajną, miss Polonia czy miss świata – owszem, piękna nadzwyczajna, chciałoby się to i owo, ale nie jest moja. Mój jest Pan Bóg. Jestem dzięki temu szczęśliwy i tym szczęściem na wszystkich „chlapię”.

// fragment z książki Ojca Leona słów kilka