Zdecydowałem się pisać o wierze, gdyż ona decyduje o całokształcie osobowości człowieka, o jego byciu i działaniu. Chcę po prostu dać świadectwo, jak kształtowała się wiara człowieka, który ją zachował (nie mów hop!) do 90 roku życia. Ktoś tam wspomniał o trudnych początkach. Nieprawda. Dzięki staraniom Mamusi niczego nam nie brakowało. Mieliśmy nie zniszczone mieszkanie, ubranie i jedzenie i możliwość kształcenia się w szkole podstawowej i średniej (tzw. Komplety). Tak, Niemcy zabili Tatusia. Lecz ponieważ nie było z nim nadzwyczajnej więzi uczuciowej – Tatuś był po prostu integralną częścią rzeczywistości – w pewnym momencie pełnym zrozumiałej zgrozy, uświadomiłem sobie, że Tatusia nie ma… wszystko dzięki Mamusi potoczyło się dalej normalnym trybem. I był (jest i będzie!) Bóg. Objawiał mi się w pięknej katedralnej liturgii i w wielkiej życzliwości kleryków i księży, tych szczególnie, którzy po śmierci Tatusia śpieszyli nam z wydatną pomocą duchową i materialną. Takie więc są źródła trwania w wierze w omawianym okresie: Liturgia i świadectwo troski o drugiego człowieka ze strony członków Kościoła – duchownych i świeckich. Kto może potwierdzić taką postawę w swoim życiu?

Na zdjęciu: w lipcu 1944 wyświęceni prze bpa Czesława Sokołowskiego kapłani oraz ich profesorowie; wśród nich umacniała się moja młodzieńcza wiara.