Bardzo często spotykam się z takim pytaniem, przez ludzi, którzy znajdują się w trudnej, czasem wprost beznadziejnej sytuacji. Odpowiedź nie jest łatwa, zwłaszcza gdy samemu jest się aktualnie wolnym od większych trosk i kłopotów osobistych. W takim układzie próba jakiejkolwiek rady czy pociechy wydaje się wprost nieprzyzwoita. Tak, mówią, tobie to dobrze…. A jak tu zrobić, by każdemu było dobrze, jeśli nawet aktualnie tego dobra brakuje. Dobrą radę daje, jak zwykle, sam Jezus. Najpierw mówi, trzeba kochać Boga. Starać się o taką miłość na przepadłe, na dobre i na złe, w dobrej i złej doli, jak to się mówi przy zawieraniu związku małżeńskiego. Doświadczenie uczy, że taka postawa zdaje egzamin w każdej sytuacji: w czasie klęsk żywiołowych i wojen, w więzieniach i obozach, w ciężkiej chorobie własnej czy najbliższych, wobec nieubłaganej śmierci i w wielu innych przypadkach. Mamy wiele świadectw, że wiara w Boga miłosiernego i obudzanie w sobie miłości do Niego pozwala przetrwać największe trudności i znajdować sens największego nawet cierpienia. Miłość do Boga trzeba dalej rozlewać na ludzi dobrych i tych, którzy czynią zło. To wszystko jest trudne, ale jest możliwe. Dzięki Jezusowi człowiek nabiera większego przeświadczenia o własnej godności, a wtedy kocha siebie tak (nie mieszać z miłością własną!), by ta miłość była wzorem dla miłowania ludzi – kochaj bliźniego jak siebie samego.

>> tekst pochodzi z książki „Przestań narzekać, zacznij żyć (część 1)”