Kiedy tak zastanawiam się nad nasilającymi się atakami na Kościół, widzę, że najczęściej atakuje się nas nie za to, że dokładnie wprowadzamy w życie naukę Chrystusa, tylko za to, że jej nie wprowadzamy, a życie poszczególnych katolików i Kościoła w ogóle nie jest zgodne z tą nauką. Pomijam już fakt, że często przez ignorancję lub złą wolę wmawia się nam postawy i czyny, które w rzeczywistości nie mają miejsca. Natomiast chrześcijan dających pełne świadectwo Chrystusowi dość często się szanuje, ale w dzisiejszych czasach, chyba częściej jeszcze – morduje.

Cenne są więc wszystkie nasze dyskusje, które mają doprowadzić do pełniejszego poznania Chrystusa i Jego nauki. Cenne opinie i świadectwa, jakimi drogami idziemy. Chyba ta świadomość wspólnej drogi, choć przez każdego trochę inaczej realizowanej, jest więzią, która nas łączy, mimo zrozumiałych różnic.

I jeśli ktoś nam radzi wyjść z instytucji, która jest obciążona wieloma brakami swych członków, albo chce wprost wyprzeć wiarę z naszych umysłów i serc, musi wiedzieć, że jest jeszcze inna droga. Świętemu Ojcu Pio władza kościelna zakazała na pewien czas kontaktu z wiernymi, Bł. Mary Killop była w Australii ekskomunikowana przez swego biskupa, ks. Wyszyński, późniejszy Prymas Tysiąclecia, miał przez pewien okres zakaz głoszenia kazań, które ze swoim radykalizmem nie podobały się ówczesnemu biskupowi. A mój świątobliwy biskup Ignacy Świrski, gdy jako kleryk studiował w Rzymie, tak pisał w latach 10. ubiegłego stulecia:

Pokus przeciwko wierze, Bogu dzięki, nie miałem. Wydawało się mnie natomiast, że droga, którą kroczy Kościół czy duchowieństwo, jest fałszywa. Albowiem wszystko, na co moje oczy patrzyły, nasuwało podejrzenie, że taką drogą iść dalej nie można. […]

Najbardziej trapiła go obojętność i brak współczucia dla biednych, dla nędzarzy, ale i wystawność watykańskiej celebry. Podczas wielogodzinnych nabożeństw wierni z całego świata (za takich się przynajmniej mieli) zajmowali się wszystkim, tylko nie modlitwą. Gorszył go brak skupienia w tym zgromadzeniu. Przestał nawet chodzić do Bazyliki św. Piotra, która wydała mu się świątynią bez Ducha Bożego.

Na to wszystko patrząc, myślałem sobie, jakiż teraz sens zostać kapłanem. Cóż więc robić? A no, wszystko inne robić, tylko nie do kapłaństwa zmierzać!

Wyszedł z tego – przyglądając się wysiłkom Piusa X – przepojony duchem pokory i duchem ubóstwa. Ci wspomniani i wielu innych nie odstąpili od Chrystusa, przeciwnie, tym większą okazywali Mu wierność – aż do świętości.

// fragment z książki Bloger dusz (część 1)