Miłosierdzie Boże to nie jest sprawa, że robię co mi się tylko żywnie podoba i nie uznaję żadnego porządku, bo i tak będzie przebaczone. Muszę zrozumieć, że zrobiłem źle, ale nie wpadam w rozpacz. Często tak jest, że użalamy się nad sobą, że ze mnie już nic nie będzie, że tyle nabroiłem, jestem beznadziejny, nie ma dla mnie przebaczenia. I stąd biorą się alkohol, narkotyki, samobójstwa i wiele innych. Człowiek zapomina wtedy, że nie jest byle jaki i że zawsze może uzyskać przebaczenie.

Przyjmujemy każdego człowieka roztropnie takim, jakim on jest. Oczywiście, nie będę przyjmował bandyty. Nie możemy swoją serdecznością, życzliwością uszczęśliwiać na siłę każdego. Niektórzy mają bardziej otwarte serce, a niektórzy nie muszą tego uzewnętrzniać. Jeżeli moje nastawienie jest takie, że bez względu na to, jacy – jak w hymnie niezapomnianych Światowych Dni Młodzieży z 1991 roku – „wszyscy jesteśmy braćmi, jesteśmy jedną rodziną”, to istnieje możliwość zmieniania świata.

/ fragment książki „Słuchaj, synu, nauk mistrza. Duchowość benedyktyńska krótko i przystępnie” /