Czy, jeśli spojrzymy od strony sumienia, łatwiej jest zachowywać przykazania czy ich nie zachowywać? Napisane jest bardzo prosto: „Nie kradnij”. Ale jak kogoś skusi, ukradnie, to potem ma takie wyrzuty sumienia, że jest mu gorzej, niż jakby nie ukradł.

Są takie sytuacje, że człowiek zabije swoje sumienie, tak strasznie wewnętrznie stwardnieje i swój punkt widzenia traktuje jako najważniejszy. Jest wtedy jakby znieczulony na drugiego człowieka, na przykazania, na wartości. Ale często wyrzuty sumienia potem wracają. Nie da się sumienia do końca zniszczyć. Ja sam pamiętam moje jakieś tam grzeszki, słabości, one mi się często przypominają. Oczywiście Pan Bóg pomaga i nie martwię się nimi za bardzo. Wszystko oddaję w Jego ręce. Ale nie wszystko się da.

Kiedyś była dyskusja studencka na ten temat przerywania ciąży, jeszcze za późnej komuny. Siedziała cała ława studentów i jedna z dziewczyn mówi: „Jestem wierząca i wiem, że rozmaite rzeczy się w życiu popełnia, potem się człowiek wyspowiada, przeprosi Pana Boga i się zapomina. Po co więc robić akurat z tego grzechu nadzwyczajności”. Na to wstała starsza pani, koło sześćdziesiątki, i mówi: „Przepraszam, że zabieram głos, chociaż jestem dużo starsza od państwa. Kiedy miałam dziewiętnaście lat, przerwałam ciążę. Zapewniam was, że od tamtej chwili nie było dnia, żebym o tym nie pamiętała. Dziękuje bardzo.” i usiadła. Potem dyskusja już nie bardzo się kleiła.

Dla normalnego człowieka łamanie przykazań to oczywiście żaden interes, bo wyrzuty sumienia często potrafią zagryźć. Nawet kiedy ma się pewność otrzymanego przebaczenia. Wtedy są one często pokusą szatana do pychy i próżności: „Powinieneś być święty, doskonały, a upadłeś”. Przed grzechem zakłada nam różowe okulary: „To wspaniale, jak ukradniesz lub zrobisz to czy tamto”. A po grzechu od razu maluje wszystko na czarno: „Coś ty zrobił, nie ma dla ciebie przebaczenia”. Dlatego mówimy w Pozdrowieniu anielskim: „Módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. Wtedy ponoć wszystko zło wraca do człowieka i pojawiają się myśli: „Nie ma szans teraz na nawrócenie, poprawę, jesteś potępiony”. Także dopóki jesteśmy jako tako przytomni, to starajmy się jednak świadomie grzechów nie popełniać – będzie większy pokój w naszym sercu. Bardzo dobrze pani powiedziała, że nawet dla naszego komfortu psychicznego lepiej unikać grzechu.

// fragment z książki Weź się w garść, bądź święty // fot. Robert Krawczyk