Łukasz Wojtusik: Eutanazja to dobra śmierć?

Leon Knabit OSB: Nie w obecnym kształcie. To dobra śmierć dla tych, którzy czują się panami swojego życia i sami chcą decydować o jego końcu.

Nie chcemy umierać powoli, w męczarniach. Po prostu nie chcemy.

Strach przed taką śmiercią może sparaliżować człowieka. Chciałoby się powiedzieć: „Panie, oddal ode mnie ten kielich”. Jezus Chrystus też odczuł ciężar fizycznej śmierci, umierania w strasznych męczarniach. Jego boleść była podwójna. Oprócz charakteru fizycznego miała wymiar duchowy. Przecież ludzie nie chcieli słuchać Jego nauki, poniżali Go, obrażali, zadawali ból. Złym postępowaniem wymierzali Mu dodatkowy cios. Jednym z wymiarów drogi krzyżowej jest pokazanie słabości człowieka. Nie chodzi tylko o ból fizyczny, ale o pytanie, które stawiamy sobie od wieków: jak przeciwstawić się psychicznemu i fizycznemu torturowaniu? Strach przed śmiercią, powolną i bolesną, prowadzi niektórych ludzi do samobójstwa. W obozach zagłady więźniowie, by skrócić swoje cierpienia, rzucali się na podłączone do prądu ogrodzenie z drutu kolczastego.

Mówi ojciec o przypadkach, gdy sami podejmujemy decyzję, a co, jeśli ktoś podejmuje ją za nas? Co w przypadku śpiączki?

To skomplikowana kwestia. Można podtrzymywać człowieka w śpiączce przy życiu przez bardzo długi czas. Lekarze najczęściej dobrze wiedzą, kiedy dochodzi do śmierci pnia mózgu i jak długo podawanie kroplówek czy stosowanie innych środków medycznych ma sens. Patrząc na zagadnienie od strony teologii moralnej – nie musimy stosować nadzwyczajnych środków do podtrzymywania przy życiu osoby, która w żaden sposób nie rokuje medycznie, nie ma najmniejszej szansy na poprawę jej stanu.

>> tekst pochodzi z książki „Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko”