Człowiek więc sam tworzy sobie absolut. Papież Jan Paweł II przypomina bardzo wyraźnie w encyklice Fides et ratio (Wiara i rozum), a także w Veritatis splendor (Blask prawdy), że prawda jest jedna – ta objawiona, a wszystkie inne prawdy są w jakiejś relacji do niej. To jest taki jakby magnes, który przyciąga rozmai­te opiłki. Jeśli magnes przestanie działać, wtedy każdy opiłek wytwarza swoje własne pole i swoją własną drogę i nie zmierza już do tego jednego miejsca. I potem się mówi: ile ludzi, tyle prawd. Dochodzi do tego, że każdy człowiek ma swoją prawdę. A jak ludzie jej bronią! Weźmy na przykład przykazanie: „nie zabijaj”. Dla jednych nakaz „nie zabijaj” znaczy nie zabijać żadnego człowieka, dla innych – żadnego zwierzęcia, dla niektórych – nie unicestwiać żadnej rośliny, w końcu dla, miejmy nadzieję, nielicznych, „nie zabijaj” odnosi się tylko do dorosłego człowieka, a to znaczy, że już ciążę można przerwać i starego można zabić. To drastyczny przykład, ale wiemy, że pod płaszczykiem prawnie dozwolonej eutanazji występują wielkie nadużycia, bo pozbawia się ludzi życia nawet wbrew ich woli. A co obiektywnie znaczy „nie zabijaj”?

Widzimy więc, że kiedy własna, subiektywna prawda staje się dla człowieka absolutem, to całkowicie dezorganizuje życie społeczne. Życie bez Boga, choćby się nie wiadomo jak temu zaprzeczało, próbowało tworzyć niewiadomo jakie pozorne struktury, doprowadza do tego – co widzimy bardzo wyraźnie – że tylko człowiek mocny i bogaty może się utrzymać na powierzchni, jakoś sobie dać radę. Niech słaby człowiek spróbuje się przebić ze swoją prawdą! No nie ma mowy! Leży… Jeśli biedny człowiek próbuje coś znaczyć i głosić jakieś idee, uznaje się go za pomylonego. Na takich ludzi bardzo często patrzy się z politowaniem, albo wręcz usuwa się ich, i to w rozmaity sposób, niekiedy aż z eksterminacją włącznie.

// fragment z książki …jakby Boga nie było. O nowych grzechach i bożkach // fot. Robert Krawczyk