Patrzymy na Boga, który wszystkich ludzi kocha i chce ich szczęścia wiecznego. O istocie Miłości Bożej mamy pojęcie bardzo ograniczone, nam bowiem trudno jest rozdzielić grzech od człowieka. Trudno jest sobie wyobrazić, jak Bóg kocha notorycznego przestępcę, wojującego i agresywnego niewierzącego, czy jak z miłością pozwala na śmierć setek tysięcy ludzi w wyniku tsunami lub trzęsienia ziemi, na katastrofę pod Smoleńskiem czy na tragedię norweską. Można tak wyliczać w nieskończoność. Ufamy, że przy ostatecznym spotkaniu z Bogiem dowiemy się, jak to właściwie jest. I – nie przestajemy starać się Go kochać, jak umiemy…

Wierzę w to, że każdy człowiek ma duszę, każdy jest przeznaczony do miłości i do wiecznego szczęścia i każdy jest wart najwyższego szacunku. A jeśli ktoś wierzy w to, że nie ma Boga, nie ma duszy, nie ma życia wiecznego, to sam siebie stawia na pozycji straconej. I jeśli ocenia się go według jego wiary, to smutek ogarnia, a czasem wobec niemądrej agresji i reaguje się zbyt emocjonalnie. Jezus mówi: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują. To czynimy, a jeśli oni tego nie widzą, ubolewamy i nie ustajemy w modlitwie, by uznali w sobie godność dziecka Bożego i przeznaczenie do wielkich rzeczy i do chwały w wieczności. Wierzymy, że zostaniemy wysłuchani.

// fragment z książki Bloger dusz (część 1)