Ludzie niewierzący, zwłaszcza komunizujący, jeśli już uznawali istnienie Chrystusa historycznego, uważali Go za działacza społecznego na rzecz ludu, za rewolucjonistę, wprost za prekursora komunizmu. I rzeczywiście, Jezus podkreślał rolę tych, których nazywał prostaczkami, wzywał utrudzonych i obciążonych. Ale do tytułu rewolucjonisty brakowało jednej przynajmniej kwalifikacji: wzywania do walki klas i do nienawiści w stosunku do wyzyskiwaczy.

U Jezusa siłą dominującą i środkiem na zmianę sytuacji, a przynajmniej na godne przetrwanie, jest zawsze miłość. Jezus nie zdejmuje jarzma ani brzemienia z bark ludzkich, ale czyni je możliwymi do zniesienia.

>> tekst pochodzi z książki „Radość ewangeliczna”