Na ogół gdy cierpienie staje się bardzo dotkliwe, człowiek myśli tylko o tym, żeby ono się wreszcie skończyło. Ksiądz Józef Tischner, kiedy już bardzo cierpiał i nie mógł mówić, miał napisać na kartce: „nie uszlachetnia”. I tu dochodzi do głosu czynnik religijny. Każde cierpienie może nabrać sensu, jeśli się patrzy nań w perspektywie Krzyża. Nigdy nie miałem jakiś bardzo wielkich trudności w wierze, ale kiedy coś mi się czasem poplącze, czegoś nie potrafię sobie wyjaśnić, wtedy patrzę na krzyż i mówię tak: do końca tego nie rozumiem, ale skoro jest krzyż, to wiem, że wszystkie cierpienia w nim znajdą swoje rozwiązanie. W postaci Jezusa odnajdujemy pogodę ducha, moc, zwycięstwo, triumfy, ale nie tylko to… Powiedział też przecież: Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien (Mt 10,38). Pozostaje wielką tajemnicą, dlaczego grzech trzeba odkupić cierpieniem. Dlaczego oderwanie się od woli Bożej przyniosło cierpienie. Czy Pan Bóg nie mógł tego załatwić w inny sposób?

Fragment książki „…jakby Boga nie było”