Ubolewamy często nad rodzinami, w których źle się dzieje, nad rozwodami, nad młodzieżą, która traktuje te sprawy, jak jej się podoba, nie licząc się zupełnie ze starszymi… Ubolewanie to za mało. Trzeba, by nasze katolickie rodziny mogły być wzorem dla całej reszty. Winny być pobożne, odnawiać w domach obyczaj religijny, gospodarne i zasobne, pełne miłosierdzia i nie lękające się potomstwa.


Trzeba ufać Panu Bogu. Jeśli doświadcza On człowieka, to czyni to po coś, dla jego dobra. Ta ufność jest elementem nadziei, że po smutku następuje radość, a po śmierci – zmartwychwstanie. Dla nieba warto cierpieć.


O ile czynienie dobra przynosi zawsze radość, czasem trudną radość, to kosztowanie zła wcześniej czy później daje się bardzo we znaki, i danemu człowiekowi, i tym, którzy z nim mają do czynienia.


Dzisiaj tak dużo jest między ludźmi złości, niechęci, zawiści. Tyle złego nastawienia, że każda złota nić przyjaźni, zrozumienia, pamięci o kimś bardzo się liczy. Nie damy rady naprawić całego zła, ale możemy naprawiać to, co jest najbliżej nas. Pomyślmy, może ktoś dzisiaj czeka na nasze odwiedziny. Może my moglibyśmy kogoś zaprosić? Jeszcze dzisiaj nie jest za późno. Może swobodnie porozmawiać z kimś, z kim dotychczas rozmowy były dosyć gorzkie albo cierpkie?


Do 15 grudnia możecie korzystać z promocji (40% taniej), którą zorganizowało Tyniec Wydawnictwo Benedyktynów na książkę „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”