Brałem kiedyś udział w programie z Wojciechem Mannem i z mądrymi dziećmi o końcu świata. Kiedy pytano, jak one sobie wyobrażają ten koniec, to jedna dziewczynka odpowiedziała bardzo ładnie. Kiedy jej mamusia ma ileś tam kotletów, część z nich się spali i do tego przyjdzie jeszcze jakiś niespodziewany gość, to wtedy mama woła: „Koniec świata!”. Sytuacja trudna, tragiczna, nierozwiązywalna. I tak na ogół dzieci mówiły, że rozumieją to pojęcie. Ale jak jest w rzeczywistości?

Kiedy? Nie wiadomo. Oczywiście ludzie wyznaczają te daty. W rozmaitych religiach, kulturach, sektach nawet, określa się, że wtedy i wtedy nastąpi apokalipsa. Pamiętam, że mówiono tak o roku 1970, ostatnio 2012. I nic z tego. A jeszcze może być jakiś prawdziwy koniec świata. Więc trzeba się z tym liczyć.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona słów kilka”