Jacek Zelek: Próbując zrozumieć zjawisko narzekania w polskiej mentalności, chciałbym cofnąć się w czasie, do lat trzydziestych, i zapytać, jak wyglądała sytuacja materialna w ojca rodzinie?

Leon Knabit OSB: Luksusów nie było, ale to, co mieliśmy, to było takie optimum, które zupełnie wystarczało. Skromne życie rodziny listonosza. Nie było narzekania, zarówno w domu rodzinnym, jak i w otoczeniu. Wręcz przeciwnie, widać było taką ludzką tendencję KU DOBREMU. Pamiętam, że często się przeprowadzaliśmy, ponieważ tatuś chciał, żeby było nam jak najlepiej. I zawsze spotykaliśmy się z życzliwością.

Widzę w tym wszystkim pewną pedagogię – posiadaliśmy tyle, ile nam było potrzeba, dzięki czemu ustrzegliśmy się przed pędem ku temu, co materialne, a co w prostej linii prowadzi do kultu pieniądza. Gdy pojawiały się chwile, kiedy było czegoś więcej, pojawiała się zwykła radość i szacunek do tego, co nam było dane. Bez postawy: a może by tak więcej…

Nigdy nie byłem wychowany w klimacie narzekania pod żadnym względem. Nie pamiętam, żeby był kiedyś moment jakiegoś „jęczenia” na zły los, czy coś takiego. Jedynie za czasów okupacji, kiedy Niemcy okupowali Polskę, każdy starał się, jak tylko mógł, pokrzyżować im plany, każdy na swój sposób (tajne komplety, gazetki, a także uczestniczenie w Mszach św., często utrudnione, bo wiele kościołów było zamkniętych)…

// fragment z książki Nikt nie jest byle jaki // fot. Robert Krawczyk