Znaki, które są nam dane, trzeba odczytać, byśmy nie zasłużyli na ostre napomnienie Jezusa: Macie oczy, a nie widzicie! (Mk 8,18). Takim znakiem jest na pewno Matka Najświętsza. Maryja jako znak miłości Boga stała się wykonawczynią drugiej wersji Bożego planu zbawienia. Mówiliśmy, że Pan Bóg stworzył małżeństwo Adama i Ewy, a oni nie poradzili sobie z jednym, jedynym przykazaniem Bożym. Wszystko można było robić, tylko jednej rzeczy nie – spożywać jednego owocu. Nam się wydaje to niemożliwe – „Ludzie, wszystko mogliście robić!”. Nie! Podkusiło, żeby właśnie tę rzecz zrobić nie tak. My wszyscy tu dzisiaj to odczuwamy. Ale potem, skoro, jeśli tak można powiedzieć, Bogu nie udało się z mężem i żoną, to musi się udać z Matką i Synem. Już w raju zapowiedziano Niewiastę, która zetrze głowę szatana, a gdy przyszła pełnia czasu, zesłał Bóg Syna swojego, zrodzonego pod prawem, zrodzonego z niewiasty, ażeby wszystkich tych, którzy przeznaczeni są do zbawienia, zbawić (por. Ga 4,4). Jak Ewa posłuchała szatana, a nie posłuchała Boga, zerwała owoc, tak Maryja na słowa Archanioła Gabriela, powiedziała: Oto ja służebnica pańska, niech mi się stanie według słowa twego (Łk 1,38). A Jezus, Jej Syn, kiedy cierpiał w Ogrójcu, widział, jaką cenę trzeba zapłacić za nieposłuszeństwo człowieka. Powiedział w prawdzie: „Ojcze, oddal ode Mnie ten kielich, ale nie moja, a Twoja wola niech się stanie” (por. Łk 22,42). „Oto idę, aby pełnić Twoją wolę” (por. Hbr 10,9).

Maryja, która swoją macierzyńską miłością ogarniała Jezusa, ogarnia nią też nas wszystkich, którzy przez chrzest, przez sakramenty jesteśmy włączeni w wielkie Ciało Mistyczne Chrystusa, którym jest Kościół. Głową jest Chrystus, a my jesteśmy jego członkami. To jest niepojęte, tajemnica wiary. Stąd Maryja, Matka Jezusa i Kościoła, jest też matką nas wszystkich. Mamy matkę naturalną i mamy Matkę w porządku łaski.

// fragment z książki Świętość zaczyna się zwyczajnie… od uśmiechu!