Ojca Leona myśli na dobry dzień

Świętość zaczyna się zwyczajnie. Od uśmiechu :)

miec_dobra_aure

Mieć dobrą aurę

Ważne jest i poszukiwanie i zadawanie pytań. To tak, jak z osobami szukającymi pracy, ciągle rozpytują, zaglądają w wiele miejsc – byle tylko znaleźć. Ci, którzy ją mają, mówią – jakie bezrobocie, przecież brakuje pracowników, tylko się robić nie chce, a wciąż jest tyle rzeczy do zrobienia. Kto chce, szuka, znajduje i dalej szuka. Podobnie jest w Kościele. Ten, kto znajdzie, potrafi przekazać zdobytą wiedzę z wielką radością i swoją postawą wprost zaraża ludzi. Babcia ojca Karola Meissnera, z pochodzenia Hiszpanka, mawiała: „Wojtek, ty masz dobra aura”.

Taką dobrą aurę miał Karol Wojtyła. Pamiętacie, gdy już jako papież był w Polsce, to wszyscy – to znaczy ci, którym to było w smak! – byli w dobrym nastroju i mówili: Ojciec Święty jest z nami! Podobnie gdy jeszcze jako kardynał bywał w Tyńcu, kiedy siedział przy stole, wszyscy byli tacy, jakby dostali po milion złotych. To była dopiero dobra aura człowieka, która wpływała na całe otoczenie! Są ludzie, z którymi się z chęcią rozmawia, z chęcią się do nich przychodzi, drzwi się do nich nie zamykają, są niezwykle serdeczni i mili i to się czuje, że święci są wśród nas. Ilu ludzi nam pomaga, dzięki ilu wiemy, że jesteśmy potrzebni.

A są tacy, którzy są ciągle niezadowoleni, mają wszystko, wspaniałą pracę, mieszkanie, rodziny – a mimo to są niezadowoleni i zarażają tym niezadowoleniem wszystkich w około. To jest postawa całkowicie przeciwna dzieleniu się i poszukiwaniu prawdy. W zdrowych rodzinach łatwiej jest o dobro, o tę dobrą aurę. Dlatego tak ważna jest walka o rodzinę, aby w każdej rodzinie obecny był zdrowy archetyp Boga. Tak więc jeśli w rodzinie jest zdrowa atmosfera, wówczas i relacja z Bogiem przebiega bardziej naturalnie. Spotkałem jednak taką babcię, która ciągle powtarzała wnuczkowi, że jak będzie niegrzeczny to Bóg go pokarze. Wówczas na miejscu wiary pojawiają się lęki a ostatecznie zwątpienie i brak wiary. Bóg nie karze natychmiast, to my sami często siebie karzemy, robiąc na przekór innym i sobie i na przekór Bogu. Kiedyś pewna babcia przechodziła z wnuczkiem przy czerwonym świetle. Ostro powiedziałem jej, co o tym myślę, a ona na to, że jest mały i nie rozumie. Ja jej na to, że jak dorośnie i się nie zastanowi, i go auto przejedzie, to będzie babci wina.

>> tekst pochodzi z książki „Rekolekcje z Ojcem Leonem”

Poprzednia

Nikt nie jest byle jaki…

Następna

Przyjmujemy każdego…

1 komentarz

  1. zofia

    uwielbiam słuchać i podziwiam humor Ojca Leona. w prosty sposób mówi do wszystkich.i to jest ta aura która sprawia że chcemy sluchac i uśmiech jest na twarzy.

Dodaj komentarz

Wszystkie prawa zastrzeżone & Wydawnictwo Benedyktynów TYNIEC // strona wspierana przez jzelek.pl