Oczywiście mowa o Różańcu. A na początku może parę słów o modlitwie w ogóle. Niektórzy uważają modlitwę, a już Różaniec w szczególności, za „klepanie paciorków”. A czym jest dla ojca modlitwa? – pytają mnie często. I jestem  zakłopotany. Bo właściwie wciąż na nowo   uczę się modlitwy, o której można najprościej powiedzieć: jest to wzniesienie myśli do Boga. Spytajmy więc siebie, czy często wznosimy myśl do Boga. Czy, gdy wołamy: Mój Boże, Jezus Maria, nie daj, Boże… czy to jest modlitwa, czy też, o czym uczy nas Przykazanie, wzywanie Imienia Bożego na daremno? Wydaje się nam, że takie mechaniczne wzywanie  Boga, często nawet w gniewie. A gdy dziękujemy Bogu za to, co nas spotkało dobrego, to już może być modlitwa.

A gdy skarżymy się Bogu, a nawet kłócimy się z Nim wobec nieszczęścia naszego, czy też świata? To jest też jakiś sposób modlitwy. Oczywiście nie ma mowy o modlitwie, gdy się Bogu bluźni. A może po prostu trzeba wyrobić w sobie  postawę, którą można opisać słowami Pisma Świętego „Czy jecie, czy pijecie, czy cokolwiek innego czynicie, wszystko na chwałę Bożą czyńcie”. Poza Biblią Kościół daje nam jeszcze inne pomoce: modlitewniki, śpiewniki i właśnie Różaniec. W czterech obecnie jego częściach jest zawarta w skrócie cała tajemnica Bożej miłości do człowieka. Wskazała go Matka Boża. Odmawiamy go prywatnie i zbiorowo. Dawniej w październiku mówiło się w domu: „Dzieci , idziemy na Różaniec!!” I szło się bez żadnego problemu. A dzisiaj? Za tydzień, jeśli Bóg pozwoli, będziemy uczestnikami modlitwy różańcowej na całej granicy Polski. Pamiętajmy o tym. Nie tylko na granicy…

>> więcej felietonów znajdziecie w książce „Przestań narzekać, zacznij żyć”. Pozostałe publikacje dostępne są TUTAJ.