Jest taka anegdota o dziewczynie, która modliła się do św. Antoniego o dobrego męża. Prosiła, a tu nic i nic, wreszcie, wściekła, wyrzuciła jego figurkę razem z kwiatami, którymi była przybrana, przez okno (to była taka Włoszka z temperamentem). A tam przechodził jakiś sympatyczny młodzieniec i dostał tym wszystkim w głowę. Zdumiony i ciekawy, co się dzieje, zaszedł na górę, pyta: „Co się stało? Dlaczego dostałem w głowę tą figurką?”. Okazało się, że to był ten wymodlony. Święty Antoni w ostatniej chwili uratował swój honor. To jest może troszkę groteskowe, ale niekiedy życie jest właśnie takie śmieszne. Wydarzają się takie cudeńka. A czasem jest dramatyczne i wtedy jest bardzo ważne, żeby się nie poddać.

Czasem się mnie pytają ludzie, czy nie szkodzi mi moja popularność. Ja odpowiadam wtedy: „To jest mój sposób walki z antyklerykalizmem, bo o tylu księżach jak się słyszy, to wielu się za głowę łapie. A na słowa: »ojciec Leon«, bardzo wielu ludzi się uśmiecha”. A że akurat na mnie wypadło, to bardzo dziękuję za to Panu Bogu. Można zadzierać nosa, a można się cieszyć z takiej sytuacji. A nawet jakby się chciało zadrzeć nosa, to w klasztorze jest tak dobra atmosfera, bracia tak potrafią nosa przytrzeć nawet starszemu, cenionemu zakonnikowi, że mnich od razu trzeźwieje.

>> tekst pochodzi z książki „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha” // fot. Robert Krawczyk