Łukasz Wojtusik: Pozostając przez chwilę jeszcze myślami na ziemi – jak odkrywać sens śmierci?

Odpowiedź: Nie chodzi o umartwianie się, nie będziemy się przecież biczować, straszyć dzieci, anonsując im koniec świata. Chodzi o codzienne przypominanie sobie, że nie jesteśmy niezniszczalni. Warto się zatrzymać, zrezygnować z zalewu propozycji, którymi zarzucają nas środki masowego przekazu. Jako mnich wcale nie muszę oglądać filmu, którym fascynują się widzowie na całym świecie. Każdy kulturalny człowiek musi go zobaczyć? Nieprawda! Nie muszę, mogę w klasztorze zostać dłużej przy Najświętszym Sakramencie. Chciałbym być dobrze zrozumiany, nie chodzi o zamianę, ale zmianę sposobu myślenia. Piotr Beczała przyjechał do Warszawy, „cała” stolica kupuje bilety i rusza na jego koncert. Wszyscy na Beczałę! A ja nie muszę, nie mam potrzeby imponowania komukolwiek tym, że byłem, widziałem, rozmawiałem. Byłem w Częstochowie, a nie byłem w Lourdes, La Salette, Afryce, Australii… Gdzie to ja nie byłem! (śmiech!!!) I co z tego? Nic. Chrześcijanin powinien pamiętać o higienie wewnętrznej, o podróży duchowej. Dlatego nie lamentuję, że wszyscy oprócz mnie już byli w nowej bazylice. Zawracając sobie głowę takimi sprawami, tracę z widoku cel ostateczny. Pragnienia, marzenia, dążenia rozwijają nas, ale nadmiar bodźców prowadzi do frustracji. Przepraszam, ale ja wcale nie muszę być biskupem! (śmiech).

// fragment z książki Dusza z ciała wyleciała. Rozmowy o śmierci i nie tylko // fot. Robert Krawczyk