Kiedy w XVII wieku przez Polskę przewalały się fale szwedzkiego potopu, w opactwie tynieckim mnisi i świeccy modlili się o wstawiennictwo do Maryi przed cudownym obrazem w ciemnej kaplicy. Trudno powiedzieć dokładnie, kiedy i przez kogo został on sprowadzony. Starodawne zapiski mówią, że Matka Boska czczona w tym obrazie wypraszała modlącym się wiele łask. Była z mieszkańcami Tyńca w łatwych i trudnych czasach. Potem obraz przemalowano, a po powrocie benedyktynów podczas wojny ten przemalowany obraz jako małowartościowy schowano gdzieś na strychu. W międzyczasie powstało u nas bractwo Niepokalanego Poczęcia i ono miało w kościele swój ołtarz w pierwszej kaplicy po lewej stronie od wejścia, gdzie umieszczono obraz Maryi Niepokalanej. A już podczas wojny umieszczono w skałach przy drodze do Podgórek figurę Maryi Niepokalanej w miejscu, gdzie rzekomo Matka Boska miała się objawić Ojcu Piotrowi Rostworowskiemu. Wprawdzie on sam tłumaczył, że czegoś takiego nie było, ale ludzie uważali, że to komuniści tak mu kazali mówić i tym gorliwiej udawali się „do lasu” na modlitwę. Wtedy to powstała pieśń chętnie do dzisiaj śpiewana: „Ulubiona w Tyńcu Pani w skałach stoisz Maryjo”. Dzisiaj, po odnalezieniu Cudownego Obrazu, śpiewamy też „łaski pełna, Maryjo”. Tak bardzo byśmy pragnęli, by te wizerunki Matki Bożej w naszej parafii przyczyniły się do odrodzenia życia religijnego. Jedna z pieśni adwentowych mówi, że Ona to jest „Gwiazda morska, do nieba ścieżka najprościejsza”. Jest Ona też Królową Rodziny.  Niech nasze rodziny, te, które gorliwie trwają w wierze i w praktykach religijnych wymodlą u obojętnej reszty parafian tęsknotę za religijną atmosferą w domu i za koniecznością żywej wiary w Chrystusa. Może wtedy zapełni się nasz Kościół na nabożeństwach Majowych i październikowych, a i gorliwsze uczestnictwo w Roratach niech będzie znakiem, że kiedy śpiewamy „nasza Królowo”, robimy wszystko, byśmy byli rzeczywistym królestwem Jej i Jej Syna.