Do Tyńca przyjeżdża wiele rozmaitych osób na warsztaty, na spotkania, na rekolekcje, a potem żegnamy ich bardzo serdecznie, uściśniemy, przytulimy. Jedna pani mówi do mnie, taka w średnim wieku, zadumana: „Proszę ojca, od siedemnastu lat nikt mnie nie przytulił”. Ciarki mnie przeszły. Myślę sobie, albo baba taka wredna, że nikt jej nie chce przytulać (bo można i tak), ale nie wyglądała. Widocznie trafiła w takie środowisko i w rodzinie, i poza rodziną, że miała naokoło sopelki lodu, żadnego ciepła. Jak można żyć siedemnaście lat, jeśli nie zaznało się odrobiny ciepła od otoczenia? To jest straszne, to jest jak męczeństwo swego rodzaju.

Papież Franciszek w czasie spotkania z panią prezydent Cristiną Fernandez de Kirchner się uściskał, ucałował, a gdy jeszcze był biskupem, krzyczała na niego „inkwizytor, średniowiecze”. I pierwsza poleciała do niego do Rzymu. Yerba mate wypili, uściskał ją, pocałował. „Jeszcze mnie nigdy papież nie całował” – zauważyła. Trzeba kiedyś zacząć – pomyślałem. Papież Franciszek mówi: „Nie bójmy się czułości”. Nie bójmy się serca w tym zwariowanym świecie, gdzie dotknięcie czasem może kosztować pół miliona czy milion dolarów. Z życzliwością okażmy ludziom, że ciało jest przekaźnikiem dobra a nie zła, i za wszystkie głupie, idiotyczne, niszczące dotknięcia, właśnie obejmijmy kogoś szczerze, przytulmy, pogadajmy.

// fragment książki Aż po krańce ziemi