Słowo bomba – MIŁOŚĆ. Miłość jest jedna, tylko obiekty są różne, jak mówił jeden łowca serc i obiektów. Nie ma drugiego słowa, które byłoby w tak rozmaity sposób rozumiane, jak słowo miłość. Święty Paweł powie: „miłość łaskawa jest, jedyna jest, nie zazdrości, nie jest bezwstydna, nie szuka swego”. Boże! Cudne przedstawienie miłości, które gdyby tak przystawić do dzisiejszej rzeczywistości, jako miernik, wzorzec, to by jak najbardziej nie pasowało nie wiem jakiej części ludzi: połowie, trzem czwartym, jednej czwartej? Ale jak się popatrzy głębiej, to miłować to nie tylko samo uczucie. Mówią kocham trzy razy jednej nocy, a potem idą każdy w swoją stronę. Jako staruszek ksiądz mówię: dziękuję bardzo, coś takiego mnie nie interesuje, absolutnie. Normalny człowiek, jeśli chce kochać, to na zawsze. Gdy jako proboszcz zapytałem młodą parę, która przyszła dać na zapowiedzi: „na jak długo, na miesiąc czy na dwa?”, to myślałem, że mnie rozszarpią. Od tej chwili tylko ona. A po tygodniu on przyszedł zasmucony i powiedział: „ona i matka wyrzuciły mnie i tobołki przez okno i powiedziały (przepraszam za słowo, ale cytuję): „spieprzaj, skądś przyszedł”. A zaczynało się tak ładnie.

Miłość pojęta najgłębiej to chęć czynienia komuś dobrze, realna chęć poparta czynem, poparta wiernością, poparta ofiarnością i to jest właściwie jedyny sens życia. „Nie ma szczęścia bez miłości, bez kogoś drogiego” – tak film, jeszcze przedwojenny, mówił.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona myśli na dobry dzień”