W dniach 6-7 października odbyły się w Krakowie Targi Seniora. Chciały one przypomnieć, jak ważnymi są w społeczeństwie ludzie starzy i wskazać sposoby i możliwości, by im ułatwić życie. Dzisiaj więc będzie trochę o tej starości.

Doświadczenie uczy nas o powszechnym prawie starzenia się i… brzydnięcia. Jak się zwykło uważać, wszystko co młode jest piękne, a stare jest brzydkie. Jest jeszcze bardziej brzydkie, czy smutne, gdy tę brzydotę ocenia się nie tylko od strony wyglądu ale i ze względu na przydatność dla społeczeństwa. To odchodzenie na margines życia. Samotność. Bliscy wymierają, stary człowiek zostaje sam.

Starość, jeśli jest bez Boga, jest nieudana... Jest całkowicie zrozumiałe, że jeżeli człowiek zamyka się tylko w granicach życia doczesnego, to starość się nie udała. Niektórym jest bardzo trudno. Następuje degradacja człowieka w chorobie, w kalectwie, w samotności. Samotność, która łączy się z każdą starością, to mimo wszystko opuszczenie, to brak tych wszystkich ludzi, którzy zawsze byli, równolatków, z którymi człowiek utrzymywał bliższe kontakty. Ta samotność daje się we znaki. Stąd rodzą się tendencje, by takiemu człowiekowi pomóc, żeby przestał przeszkadzać, zawadzać, przestał się męczyć. A jednocześnie wiemy o niektórych starszych osobach, że są bardzo mocne i pogodne. I dlatego nie można dać absolutnie jednoznacznego wskaźnika starzenia się, bo każdy człowiek inaczej swą starość przeżywa..

Zapytajmy też zresztą, czy starość  udała się choćby przyrodzie. Taka jesień, to jakby symbol starości. Wszystko więdnie i usycha. Słota i błoto, coraz więcej chłodu i ciemności, no i nieuchronna zima.

A jednocześnie mówi się: piękna, złota, polska jesień – znamy jej urok. Barwy liści, które się starzeją – jakie są piękne! Brązy, złoto, czerwień, kolory żółty, pomarańczowy i nie wiadomo jeszcze jaki. Wtedy warto pojechać w góry. Szelest opadłych liści pod nogami, charakterystyczny zapach, pierwsze przymrozki… Ma to w sobie coś specyficznego. Może dlatego, że zima, która też ma swoje uroki, następuje właśnie po jesieni. I potem ta nadzieja, byle do wiosny.

W przyrodzie odnajdujemy Boga, a starość w obliczu Boga, w obliczu wieczności, to nadzieja na to, że te wszystkie poczerwieniałe, pożółkłe, zeschłe, a potem zrzucone  liście kiedyś się odnowią tak, jak Bóg zapewnia pełne odnowienie w Chrystusie  wszystkim, którzy Go miłują. Tu pojawia się istotny element całego zagadnienia.  element miłości. Najbardziej smutna jest starość, w której nie ma miłości. Gdy wyczerpuje się świadomość, że człowiek jest miłowany. To chyba najgorszy współczynnik starości. Odczucie to czasem jest prawdziwe, gdy całe otoczenie ma już starego człowieka dosyć, a czasem jest pozorne. Jak często ludzie starsi, a to i  młodzi, ubzdurają sobie, że nie są kochani. A czasem naprawdę nie są kochani, nawet we własnym domu. To trudne dla młodego człowieka, a dla starego wręcz tragiczne. Kiedy wierzący człowiek ma świadomość, że mimo wszystko jest miłowany przez Pana Boga, wtedy o wiele łatwiej daje sobie radę ze starością. Potwierdza to doświadczenie kapłanów i rodzin, które przez dłuższy czas muszą się w domu kimś starszym opiekować. Ludzie starsi, mający głęboką wiarę w to, że Bóg umiłował każdego człowieka, przeżywają z większym spokojem  swoje trudne dni. Święty Jan Paweł II powiedział , że trzeba zawsze być młodym. Powiedział: „Ja wiem, to trudne, gdy ciało odmawia posłuszeństwa, coś wiem na ten temat. Ale trzeba zawsze być młodym”. To jest wyzwanie dla człowieka starego: NIE DAĆ SIĘPodsumowując: starość udaje się Panu Bogu, gdy udaje się ludziom. Wtedy nie będzie zapytania, czy Panu Bogu się ona udała. Powtórzę za papieżem „SURSUM CORDA” – W górę serca!

>> więcej felietonów znajdziecie w książce „Przestań narzekać, zacznij żyć”. Pozostałe publikacje dostępne są TUTAJ.