Pamiętam za czasów realnego socjalizmu, to było chyba sto elementów, których lękały się ówczesne władze. Lękały się młodych, lękały się starych, lękały Kościoła, lękały towarzyszy partyjnych, lękały się prasy, lękały się radia, lękały się telewizji i wielu podobnych rzeczy. Ciekawe byłoby sobie to przypomnieć, a zakończenie brzmiałoby: to czemu my się ich lękamy! Trzeba przed światem, który się lęka pokazać swoją moc. Jeśli człowiek naprawdę wierzy w Boga mocnego, Boga, który mnie kocha, a który sam przeszedł lęk, to jest ciekawe.

Mówi się, że religia alienuje ludzi z życia dzisiejszego, bo proponuje ideały, które są niemożliwe do realizacji. Przykład z Ewangelii: Ojcze, oddal ode mnie ten kielich – Jezus począł się trwożyć, lękać w sobie. Pismo Święte pisze wyraźnie, nie ukrywa słabych stron Jezusa-Człowieka i pokazuje, że Bóg przyszedł z pomocą, posłał anioła. Ile razy w naszych lękach ludzie nam pomogli. To były takie anioły przysłane przez Boga. Ile razy Jan Paweł II wzywał: nie lękajcie się! Popatrzmy sobie dzisiejszego ranka, zanim zaangażujemy się na serio w pracę, na te sytuacje, które rozwiązały się pomyślnie. Mamy co jeść, jesteśmy jako tako zdrowi, wyjeżdżamy na wakacje albo jesteśmy właśnie na wakacjach. Cudownie układają się relacje między mężem a żoną, dziećmi a rodzicami, w pracy, a przypomnijmy sobie, jak często lękaliśmy się, jak to się ułoży.

A dzisiaj odetchnęliśmy z ulgą. Lęk był próżny. Więc odrzućmy lęki, oprzyjmy się o prawdziwą, sensowną wartość i do przodu!

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona myśli na dobry dzień”