Rozumiem niewierzących, dla których taka akcja jest jeszcze jedną imprezą urządzana przez kler (choć tu inicjatorami byli akurat świeccy) dla powiększenia lub utrzymania swego wpływu na ludzi konserwatywnych, niedojrzałych ideologicznie. Jeśli się nie wierzy w Boga, w szatana, w rzeczywistość grzechu, w życie po śmierci. To taka postawa jest jasna. Dyskusja w tym wypadku jest bezprzedmiotowa, gdyż co dla jednych jest oczywiste, dla drugich jest nonsensem. Dyskutować by trzeba najpierw o problemie wiary.

Natomiast jeśli część katolików ma rozmaite zastrzeżenia do tego, co się stało 7 października, to trzeba jeszcze raz wytłumaczyć.

Organizatorzy założyli, że chodzi przede wszystkim o modlitwę, o jakiej mówiła Maryja w Fatimie i mówi w Medjugorie. Okazało się, że to nie było klepanie paciorków, ale prawdziwe przeżycie religijne. Organizatorzy nie liczyli na żadne dodatkowe efekty, zostawiając je Opatrzności Bożej. Modlitwa ta nie była skierowana przeciw komukolwiek. Jak można myśleć inaczej? A że była manifestacja? Była. Wolno manifestować gejom zwolenni(cz)kom aborcji, lekarzom i komu tam jeszcze, a Kościołowi nie?

Przestańmy więc marnować czas na czczą pisaninę i gadaninę, a rozejrzyjmy się dookoła, komu byśmy mogli ułatwić przeżycie zbliżającej się zimy… To obowiązek nas wszystkich.