Jeśli mam ufną nadzieję, że jestem z Bogiem w przyjaźni, to znaczy w stanie łaski (wtedy sumienie mi mówi, że mogę przystąpić do Komunii Świętej), to nie ma siły, która by mogła tę radość zniweczyć. Radość może współistnieć z cierpieniem. Św. Paweł mówi: jestem składany na ofiarę, ale się cieszę. Ludzie wystawieni na ciężkie próby życiowe nie tracili tej radości, która im mówiła, że dzieje się to wszystko z woli Bożej, której sensu my w tej chwili nie znamy, ale z pewnością poznany go w przyszłości. Bóg nie pozwoli doświadczać nas ponad nasze możliwości. W młodzieżowej piosence śpiewa się: „Z Tobą wszystkiemu podołam”. Nie znaczy to, że człowiek jest nieczuły na cierpienia. Przeciwnie, może odczuwa je bardziej niż ktokolwiek, zarówno u siebie, jak i u innych. Ale nigdy nie rozpacza…

A relacja radości do przyjemności?

Jeśli jakakolwiek przyjemność miałaby mi zabrać wyżej opisaną radość, to się na nią nie zgadzam! Przyjemność posiadania jakiejś miłej mi rzeczy, ale nabytej drogą kradzieży – to już nie! Przyjemność seksualna, skoro złożyłem śluby zakonne, ewentualnie mam swego męża czy żonę, a sięgam po kogoś innego, to już – nie! I tak dalej. Dlatego dobieram sobie przyjemności, nawet je ograniczam, byle nie utracić radości.

// fragment z książki Bloger dusz (część 1)