Ponad tydzień temu mieliśmy Dzień Matki. Jeśli mówi się, że o Maryi nigdy dosyć, to można też powiedzieć: o Matce nigdy dosyć. Dlaczego? Bo najpiękniejszą miłością jest miłość macierzyńska. Nie odbieramy niczego miłości między mężczyzną a kobietą. Powinna ona się kończyć małżeństwem i trwać zawsze. Jej urok jest niewypowiedziany. Jej pełnym wyrazem jest wzajemność: ja biorę sobie ciebie mówi on i powtarza ona. W pomyślnych układach tak jest do śmierci. A w miłości macierzyńskiej tej gwarancji „razem aż do śmierci” nie ma. Przeciwnie, jakże często miłość macierzyńska musi przeżywać rozłąkę. Najpierw dziecko opuszcza łono matki, potem wiele czasu przebywa w przedszkolu, w szkole, wreszcie nieraz gdzieś daleko, na studiach czy w pracy. Potem zakłada własną rodzinę w kraju lub gdzieś zagranicą. I wtedy nie zawsze o Matce pamięta. A matka pamięta i kocha. I nie przestaje kochać nawet dziecka niewdzięcznego. A ile przy tym cierpi, wiedzą tylko matki, które wylały morze łez przez niewdzięczne dzieci.

Dlatego hołd składamy wszystkim naszym matkom, mamom, mamusiom i tym, które jeszcze żyją i tym, które już przeszły do wieczności. Oby zawsze mogły się cieszyć miłością i wdzięcznością swoich dzieci. Znaczenie matki w życiu człowieka i jej miłość rozumiał doskonale ksiądz prymas, kardynał Stefan Wyszyński. Podobnie, jak św. Jan Paweł II, stracił wcześnie matkę i za matkę była mu Maryja Częstochowska. Ona uczyła go szacunku dla kobiety. Gdy kobieta wchodziła do miejsca, gdzie przebywał, zawsze wstawał na znak szacunku. Pamiętam, jak kiedyś w Tyńcu spotkanej przypadkowo grupie odwiedzających tłumaczył na dziedzińcu przed kościołem rolę kobiety i szacunek, jaki powinniśmy jej oddawać. A dzisiaj akurat 36-rocznica jego śmierci (28 maja). Módlmy się, by ten gorliwy czciciel Maryi i obrońca praw kobiet, został rychło ogłoszony błogosławionym.

>> więcej felietonów znajdziecie w książce „Przestań narzekać, zacznij żyć” (część 1 i 2)