Życie niesie różne sytuacje. Oto pewną dziewczynę zostawił chłopak i twierdzi ona, że jej wiara legła w gruzach, że wszystko się jej zawaliło. Z kolei inna młoda dziewczyna w klasie maturalnej miała drobne kłopoty z kolanem. Kłopoty zaczęły się powiększać, maturę zdała z trudem, a dokładniejsze badania stwierdziły złośliwy nowotwór kości. Dziewczyna od lat była utalentowaną tancerką, a tu w perspektywie – amputacja nogi. Znajomi prosili mnie, bym ją odwiedził i „coś powiedział”. Jak można pocieszyć wspaniałą 19-letnią tancerkę, którą czeka amputacja nogi? Cóż mogłem jej powiedzieć jako siedemdziesięcioparoletni kapłan, który choć wiele chorób przeżył, to jednak aktualnie porusza się sprawnie i ma dwie zdrowe nogi?

Ale poszedłem do niej. Rozmowa była spokojna; dziewczyna doskonale orientowała się w sytuacji. „Proszę ojca, to, co mnie czeka, przerasta mnie” – powiedziała.

Potem dużo się za nią modliłem, odprawiałem Msze Święte, prosiłem o wstawiennictwo świętych ojca Pio i brata Alberta. Jednak wola Boża była taka, że trzeba było tej amputacji dokonać. I przyznam, że moje zaufanie do Pana Boga na pewien czas jakby się trochę zachwiało. Ale gdy później, już po operacji telefonowałem do tej dziewczyny, ona powiedziała do mnie, śmiejąc się:

– Proszę ojca, już nigdy nie będę w złym humorze, bo już nigdy nie wstanę z łóżka lewą nogą!

To mną wstrząsnęło! Nie sądziłem, że można sobie żartować w takiej sytuacji. Tymczasem okazało się, że wyniki badań są dobre, a protezy są teraz tak znakomite, że dziewczyna szybko „stanęła na nogi”. Dostała się na studia i była bardzo lubiana; każdy chętnie jej pomagał, a szczególnie koledzy, gdy trzeba było ją gdzieś zanieść czy podsadzić… Zrobiła prawo jazdy i jeździła samochodem, wróciła do baletu – wszystko układało się cudownie. Raptem jednak nadeszła straszna wiadomość: jest przerzut. Do głowy. Kiedy ją odwiedziłem, głowę miała prawie całą zabandażowaną, nie mogła mówić.

– Nie możesz się uśmiechnąć? To uściśnij moją rękę, a będę wiedział, że się do mnie uśmiechasz – powiedziałem.

Uścisnęła lekko moją rękę. Parę tygodni potem umarła.

>> tekst pochodzi z książki „Młodość to nie tylko wiek. Młodość to stan ducha”