Maj jest, jak wiemy, miesiącem Maryjnym, ale dlaczego dzisiaj akurat ma być o różańcu? Powodem, dla którego ten temat poruszam, jest film, który  oglądałem we  czwartek w kinie Kijów „Teraz i w godzinę śmierci”. Mówi on o mocy modlitwy różańcowej. Modlitwa ta przekazana według tradycji św. Dominikowi przez Matkę Boską, rychło rozpowszechniła się w całym Kościele Katolickim. Nie wszyscy są do niej przekonani. Powtarzanie w kółko „zdrowasiek” i próba rozważania przy tym tajemnic z życia Jezusa wydają się zbyt skomplikowane, a to i monotonne.  A jednak… Tu chodzi o wiarę i miłość. Mamy świadomość, że Maryja kocha     serdeczną miłością każdego z nas i jest rzeczywiście naszą Matką w porządku łaski. Gdy się w to wierzy, to się stara odpłacić miłością za miłość. Powtarzanie Imienia Osoby kochanej nigdy nie nuży. Przeciwnie, może rozpalać ogień coraz gorętszej miłości. Z pewnością doznaliśmy nie raz skutków odmawiania Różańca, a i nadal jest naszą powszednią modlitwą. Niektórzy odmawiają codziennie cały Różaniec, cztery części, inni przynajmniej jedną cząstkę. A już żaden dzień i nie powinien minąć bez odmówienia przynajmniej dziesiątka. A film mówi nam dalej, ile zawdzięczają różańcowi całe kraje. W Austrii skończyła się wcześniej okupacja rosyjska, gdzie olbrzymie rzesze wyszły na ulice z różańcem w ręku. Podobnie na Filipinach. Na apel kardynała Sina 2 miliony ludzi wyszło  na ulice stolicy z różańcem przeciw czołgom. I czołgi przegrały.  Trzeba film zobaczyć, by dowiedzieć się czegoś więcej i… nie traćmy zapału do modlitwy różańcowej.

>> więcej felietonów znajdziecie w książce „Przestań narzekać, zacznij żyć” (część 1 i 2)