Mówi się, że Kościół stwarza podziały. Może i owszem, ale pewne podziały istnieją same z siebie: mężczyźni i kobiety, zdrowi i chorzy, wierzący i niewierzący. Właśnie! Trochę o tym porozmawiamy: wiara i niewiara. Najpierw coś o genezie mojej wiary. Mamusia tradycyjnie wierząca. Tatuś wprawdzie pilnował wspólnego dziecięcego wieczornego pacierza, sam do kościoła nie chodził. Nie pamiętam, by kiedykolwiek mówił o religii. W szkole była zawsze nauka religii. W 14 roku życia zostałem ministrantem. Spotykałem wielu kleryków i księży. I nie widziałem żadnego powodu, by stracić wiarę. Wszystko, co było związane z Bogiem i Kościołem, było czymś zwyczajnym i normalnym. I tak trwa do dzisiaj… cdn.

Zdjęcie: czasy okupacji, rok 1942. Stefan Knabit z siostrą Jadwigą (Dziunią).