Widzę błędy Kościoła jako kapłan tyle lat. Sądzę, że wiem o nich dużo, dużo więcej niż wielu z tych, którzy Kościół atakują. Ale pamiętam, że Chrystus cierpi, kiedy ludzie Kościoła błądzą, a jest moim przyjacielem, który mi nigdy nic złego nie uczynił, który wyprowadza mnie ze wszystkich bied i kłopotów. I ja nie mogę opuszczać mojego przyjaciela w biedzie. Odejść gdzieś na bok, powiedzieć: „Gwiżdżę na to!”, ponieważ gdzieś tam wykoleiła się jakaś instytucja kościelna.

W każdym razie są ludzie, którzy w rozmaitych okresach swojego życia odchodzą od Kościoła. Dlatego trzeba najpierw dobrze zgłębić swoje wnętrze, jak ja patrzę na Kościół. Czym on dla mnie jest? I dopiero potem stawiać sobie pytania, czy jeśli machnę ręką czy wprost opluję tych, którzy mnie w Kościele opluli i mnie krzywdę zrobili, czy to zupełnie będzie obojętne dla mojej relacji z Jezusem Chrystusem. Jan Paweł II w Częstochowie mówił do młodzieży w przemówieniu, że postawa „Chrystus – tak, Kościół – nie” nie jest prawidłowa. Zostawiam te słowa do refleksji moim czytelnikom. Jeśli Chrystus to Kościół. Zresztą nie zawsze odejście od Kościoła jest spowodowane brakami u ludzi. Czasem ja mam dosyć, bo coś mi tam nie pasuje. Bo pewne moje zobowiązania w ramach Kościoła przestają mi raptem odpowiadać. Wtedy trzeba popatrzeć w głąb własnego serca i zapytać: czy mam rację, odchodząc i racjonalizując sobie to moje odejście, a potem szerząc zgorszenie.

>> tekst pochodzi z książki „Ojca Leona słów kilka”