O to najpierw trzeba zadbać, byśmy byli w kościele. Potem żebyśmy w nim byli coraz lepiej, coraz pełniej i coraz bardziej świadomie, byśmy uczestniczyli w pełni w Eucharystii i wyszli stąd, uczestnicząc w pełni w życiu Kościoła w tym dosyć zwariowanym świecie, trudnym, który niekiedy zniechęca nas do życia i sprawia, że macha się ręką na działanie, „bo i tak nic się nie poprawi”. Zło zalewa nas jak fale sztormowe. Trzeba powiedzieć: „Nie, tak nie będzie!”. Nie możemy czekać na kogoś innego: rząd, parlament, prezydenta. My sami mamy siłę, żeby w nas ugruntować to, co dobre, a w Wielkim Poście przyjrzeć się temu, co nie bardzo dobre i to poprawić.

Dla mnie osobiście najtrudniejsze słowa Jana Pawła II były te wypowiedziane w Starym Sączu, przy kanonizacji św. Kingi: „Nie trzeba się lękać świętości”. Dobry człowiek – tak, to normalne, ale być świętym? To chyba nie dla mnie; ani dla księdza, ani dla świeckiego. A tu papież z całą mocą: „Nie trzeba się lękać świętości!” Grzechu ludzie często się nie lękają, nie lękają się pogniewać, popić, wydziwiać w sferze seksualnej, ukraść i nie wiadomo, co jeszcze, ale być świętym? „To chyba nie dla mnie”. Może jednak dla mnie, tylko jaka ma być ta świętość?

// fragment z książki Świętość zaczyna się zwyczajnie… od uśmiechu!