Jeden ksiądz dostał w spadku dwa tysiące dolarów. To nie tyle, co dawniej, ale zawsze trochę. Mówi mu adwokat, to tysiąc damy na giełdę, a tysiąc do banku na procent, postawimy na jakieś akcje, dolar jedna akcja kosztowała. To całe towarzystwo nabyło jakąś wielką posiadłość, na której okazało się, są złoża ropy naftowej i to skoczyło z jednego na sto dolarów za akcję. W ciągu paru godzin ksiądz ma sto tysięcy dolarów. Mówią, że jeśli te złoża będą wydajne, to może i tysiąc dolarów będzie miał za akcję. Ksiądz się uśmiecha i mówi do mecenasa: „Panie mecenasie, to ile ja już jestem wart?”. Jestem wart tyle, ile mam. A kim jestem? Można mieć bardzo wiele i być łobuzem, można nic nie mieć a być człowiekiem zasłużonym.

// fragment książki Aż po krańce ziemi